Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darjeeling Giddapahar Hand Rolled Spring Wonder First Flush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darjeeling Giddapahar Hand Rolled Spring Wonder First Flush. Pokaż wszystkie posty

14.04.2016

Darjeeling Giddapahar Hand Rolled Spring Wonder First Flush 2016

Ostatnie dni nie należały do najciekawszych. Kiedy nie mogę znaleźć chwili, żeby siąść i pomyśleć "nad herbatą-o herbacie", znaczy to że jest naprawdę nieciekawie. Dodatkowo straciłem smak, przez co byłem już całkowicie zniechęcony do robienia czegokolwiek. Jednak wczorajszy dzień sprezentował mi chwilę wytchnienia. Piękna pogoda, grzejące w plecy słońce, to coś, co wiosną lubię najbardziej. W związku z tym postanowiłem zagotować wodę, wziąć susz, zaparzyć go i napisać... napisać o herbacie, o której wpis planowałem już jakiś czas temu. Bo kiedy, jak nie wiosną opisywać świeże herbaty z Darjeeling?


Kiedy przeczytałem na Facebooku, że w TheTea pojawiła się limitowana ilość herbaty Darjeeling Giddapahar Hand Rolled ze świeżych, wiosennych, tegorocznych zbiorów, długo nie musiałem się zastanawiać nad jej zakupem.


Odnośnie do herbaty - jest to rzecz w sumie oczywista, ponieważ pochodzi ona z Indii, jednak tym razem z Giddapahar, czyli z ogrodu, znajdującego się na południu gór Darjeeling.

Parzenie wykonałem w białym, porcelanowym gaiwanie o pojemności 100 mililitrów, wykorzystując 3 gramy herbaty, oraz wodę, przestudzoną do temperatury 90 stopni. Pierwsze dwa parzenia trwały 1min 30sek, a dwa następne wydłużałem kolejno o minutę każde.

Liście są wspaniałe - ręcznie rolowane. Chyba pierwszy raz mam do czynienia z tak pięknymi liśćmi, które nie są "poszatkowane". Z pewnością jest to jej wielką zaletą. Pachną one świeżo, roślinnie i... wyjątkowo. Jak dla mnie, jeżeli chodzi o zapach, herbaty Darjeeling są do siebie (w pewnym stopniu) podobne, jednak ta odróżnia się od pozostałych... i to naprawdę w znaczący sposób. Już przy suchych listkach możemy zauważyć, w jakim stopniu pozostały one zielone. Natomiast cała magia ujawnia się przy pierwszym ich kontakcie z gorącą wodą, ponieważ liście ślicznie ożywają. Przy wsypaniu suszu do wygrzanego gaiwana, aromat nasila się, zapowiadając prawdziwą ucztę.


W przypadku pierwszego parzenia aromat był owocowy, z delikatną roślinną nutą. Podobnie było w przypadku smaku. Wspomniana przez Wojciecha truskawka, daje o sobie znać. Jednak oprócz niej wyczułem roślinny akcent. W połączeniu ze wspomnianym owocem, mam wrażenie, jakbym jadł truskawkę, przypadkowo przegryzając jej zieloną szypułkę. Kiedy rozmawiałem na jej temat z Łukaszem, to podpowiedział mi, żebym zwrócił uwagę na eukaliptusowy zapach liści. W moim przypadku, najbardziej wyczuwalny był on właśnie po pierwszym parzeniu.


Kolejne dwa parzenia były do siebie podobne. Pojawiło się delikatne, ściągające uczucie, które uwielbiam w przypadku herbat z Darjeeling. Tym razem roślinność pojawiła się na pierwszym planie. Była ona podkręcona delikatnymi, ziołowymi akcentami.


Ostatnie parzenie dało napar delikatny, w którym goryczka oraz ściągające uczucie uleciały w eter. Smak stał się bardziej płynny, roślinny, bez jakichkolwiek ziołowych akcentów.


Łatwo można się przekonać, czytając powyższą relację, że herbata była naprawdę zaskakująca. Chwile z nią są czasem magicznym. W jej przypadku, jedno jest pewne - pozwala ona zapomnieć o codzienności, dając uczucie beztroski.