Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wuyi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wuyi. Pokaż wszystkie posty

8.08.2016

Da Hong Pao marki Red Seal Tea

Tak sobie myślę, że chyba nie ma herbaciarza, który nie piłby Da Hong Pao lub nie miałby tego w swoich planach. Ten wspaniały, wyżej oksydowany oolong był podobno pierwotnie zbierany przez małpy, wyłącznie z sześciu krzewów rosnących w górach WuYi, znajdujących się w prowincji Fujian, które aktualnie objęte są ochroną. Za Da Hong Pao marki Red Seal Tea chciałem bardzo podziękować sklepowi ARTI UNICI.


Tak to właśnie jest, że z nazwami czy po prostu z różnymi herbacianymi pozycjami wiąże się naprawdę wiele legend. Zwykle mają one jakiś wspólny mianownik, jednak często różnią się między sobą pewnymi szczegółami. Jedną z legend znalazłem na rosyjskiej stronie, a historię inspirowaną na jej podstawie chciałbym przedstawić w tym miejscu:

Da Hong Pao zawdzięcza swoją nazwę historii, zgodnie z którą podczas panowania dynastii Ming jeden z absolwentów uniwersytetu udał się do Pekinu, aby tam zdać egzaminy królewskie. Kiedy podążał przez góry WuYi, niespodziewanie poczuł straszny ból w żołądku. Nagle spotkał buddyjskiego mnicha ze świątyni Tianxin Yongle. Mnich wziął odrobinę herbaty Da Hong Pao i zaparzył ją. Kiedy chłopak wypił czarkę tej herbaty, ból żołądka nagle minął. Kiedy poczuł się lepiej, podziękował mnichowi, a przy okazji wziął ze sobą odrobinę cudownej herbaty do Pekinu. Kiedy przybył do stolicy, dowiedział się, że królowa jest chora, i żaden lekarz nie może jej wyleczyć. Wziął więc czajnik, herbatę i poszedł do cesarzowej. Ta wypiła herbatę i stopniowo zaczęła zdrowieć. Cesarz był tym faktem wielce uszczęśliwiony, ale i zadziwiony tak wspaniałymi właściwościami leczniczymi tejże herbaty. Kiedy wybrał najpiękniejsze czerwone tkaniny z całego swojego dworu, wysłał swoich podwładnych, żeby ci nakryli nimi drzewa herbaty, aby uchronić je przed zimnem. Wysłał także swoich wojowników, którzy mieli chronić krzewy. Od tego czasu herbata ta była dostarczana wyłącznie na dwór cesarski. Oto historia, dlaczego właśnie tę herbatę nazywano Wielką Czerwoną Szatą.


Wracając jednak do produktu, w eleganckim eko-opakowaniu znajdziemy 50 gramów herbaty. Co istotne, cała gramatura została spakowana w 10 oddzielnych, malutkich złotych opakowań, które nie tylko ułatwiają porcjowanie herbaty, ale i chronią ją przed utratą tego wszystkiego, co w herbacie najlepsze i najistotniejsze. Jej liście pochodzą z jesiennych zbiorów 2015 roku.


Jej specyfikę świetnie oddaje opis, zamieszczony na stronie sklepu, zgodnie z którym dowiadujemy się, że jest to "herbata ręcznie zbierana na plantacjach usytuowanych na wysokości 2000 metrów nad poziomem morza. Krzewy herbaciane hodowane na takiej wysokości rozwijają się ogrzewane słońcem i odżywiane często występującymi w tych rejonach deszczami. Góry WUYI SHAN, skąd pochodzi herbata DA HONG PAO, są wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO a poza fantastyczną herbatą hoduje się tu rzadkie odmiany roślin leczniczych".


Parzenie wykonałem w 100ml gaiwanie, a chcąc wyciągnąć z tej herbaty najwięcej tego wszystkiego, co ma do zaoferowania, użyłem na taką objętość całą 5 gramową torebkę, wodę o temperaturze 90 stopni C, rozpoczynając parzenie od 15 sekund i stopniowo wydłużając czasy parzeń o około 5-10 sekund (nie licząc tych ostatnich "eksperymentalnych", które były o wiele dłuższe od pozostałych).


Herbata, którą wziąłem dziś na tapet, okazała się niezwykle aromatyczna. Po otwarciu saszetki buchnął z niej silny aromat orzechów i podpiekania. Jednak po przełożeniu ich do ogrzanego gaiwana, zapach zmienił się, dalej ukazując wspomniane nuty, jednak były one splecione z akcentem dojrzałych i pieczonych owoców.


Herbata przy takim parzeniu była naprawdę wydajna. Można skończyć np. na 8 parzeniach, jednak chcąc wyciągnąć z niej jak najwięcej (jak już wspomniałem - wydłużyłem czasy ostatnich parzeń). Jedno jest pewne - zdecydowanie mi się za to odwdzięczyła. Sam kolor naparu oscylował wokół złotych, brązowych, pomarańczowych, bursztynowych odcieni. Aromat był początkowo słodki, wyczuwalne były w nim wypiekane nuty z owocowym charakterem. A smak? Herbata była delikatna, aksamitna i... pieszczotliwa. Niezwykle lekka, jednak poważna i dostojna. Momentami dał się wyczuć akcent skórki wypieczonego chleba żytniego. Nie można też zapomnieć o występującym orzechowym charakterze.


Nie mogłem odpędzić od siebie myśli (i chyba było to pierwszy raz w przypadku oolongów z centralnych Chin), że owocowość tej Da Hong Pao kojarzyła mi się z owocowością najlepszych tajwańskich oolongów (w smaku i aromacie).


Z biegiem czasu smak stawał się bardziej płynny, jednak dalej smaczny i pełny. Pod koniec wspomniana płynność była połączona z nutami czekolady, kawy oraz miodu. Nie pamiętam dokładnie, co było w którym parzeniu, gdyż zapiski nie były wykonane przeze mnie dzisiaj dość skrupulatnie, ze względu na chillout, z jakim podszedłem do tej herbaty. Tym razem chciałem spokoju, odprężenia i przede wszystkim radości płynącej z parzenia tej herbaty.

Liście po wszystkich parzeniach

Na sam koniec muszę się powtórzyć, ale herbata była tak wydajna, że zastała mnie przy niej noc... po ostatnim parzeniu pojawił się malutki Księżyc na tle ciemnych przestworzy:



17.09.2014

Da Hong Pao

W wakacje tego roku w krakowskiej herbaciarni Czarka, zakupiłem herbatę Da Hong Pao. Wiele czytałem o tej herbacie, i sam postanowiłem ją wypróbować. Nazwa, z języka chińskiego oznacza Dużą Czerwoną Szatę, co związane jest z legendą, do przeczytania której zachęcam z całego serca. Oryginalnie herbata ta pochodzi z gór Wuyi, jednak jej produkcja z tego miejsca jest niewielka, a ceny są kosmicznie niewyobrażalne. Ciekawostką jest, że pierwotnie zbierana była ona przez wytresowane do tego małpy. Na szczęście, herbata ta dostępna jest w większych ilościach, i dużo niższych cenach. Jednak nie jest już to ta sama, z pierwotnego miejsca jej pochodzenia. 





Susz wydaje się być bardzo lekkim, koloru bardzo ciemnego brązu wpadającego w czerń. Listki poddane są 60 procentowej fermentacji. Herbatę zaparzyłem w moim pierwszym gaiwanie. Użyłem 1,5g herbaty na 50 ml wody o temperaturze 90st.C. Jest ona bardzo wydajna, ponieważ wykonałem aż siedem parzeń, które trwały kolejno: 1min; 50sek; 1min20sek; 1min50sek; 2min30sek; 3min; 4min. Smak naparu jest słodki a za razem delikatnie gorzki. Jest to zdecydowanie atutem tej herbaty, że łączy w sobie oba te smaki. Jak widać na fotografiach, herbata ma bardzo ładny, bursztynowy kolor naparu. 






Przyznam szczerze, że pomimo atutów, które niesie za sobą degustacja tej herbaty, to spodziewałem się po niej dużo większych fajerwerków, jednak nie żałuję że ją zakupiłem, zaparzyłem i wypróbowałem. Stanowi ona bowiem bardzo ciekawe doświadczenie, na mojej drodze do poznawania herbat. A jej smak przede wszystkim warto znać. Być może jest to spowodowane tym, że liście w zapachu przypominają mi pewną herbatę, którą piłem wcześniej, i zdecydowanie do najsmaczniejszych moim zdaniem nie należała. Natomiast smak Da Hong Pao absolutnie nie można porównać z tamtym.