Pokazywanie postów oznaczonych etykietą darjeeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą darjeeling. Pokaż wszystkie posty

3.05.2016

Darjeeling Gopaldhara "China Special" FF 2016

Po Darjeelingu z ogrodu Giddapahar przyszedł czas na opisanie herbaty z Gopaldhara. Jak podają źródła internetowe, Gopaldhara, tak jak Thurbo, Seeyok czy Singbulli należą do ogrodów Mirik gór prowincji Darjeeling. Przeglądając mapę, możemy zauważyć, że ogród jest usytuowany na zachodniej granicy prowincji. Samą herbatę kupiłem w sklepie TheTea, zaraz po tym, kiedy zobaczyłem, jak szybko ubywa mi susz z poprzedniego, wspomnianego wyżej Darjeelinga. Opis Wojtka bardzo zachęcił mnie, żeby wypróbować także tą herbatę. A fakt, że było jej tylko 2kg, ponaglił na tyle, że nawet się nie obejrzałem, a złożyłem zamówienie. 


Jeszcze nie miałem w ręku przesyłki, a wiedziałem, że to co przyjdzie Pocztą, będzie genialne. No i nie pomyliłem się. Pierwszy kontakt - nos wsadzony w torebkę z herbatą - i czuję świeżość, której towarzyszył złożony bukiet zapachów. Pierwszym skojarzeniem były jakieś kiełki, prawdopodobnie fasoli mung. Bardziej ogólnie, można powiedzieć, że zapach przypomina warzywa strączkowe (jakaś fasola, czy właśnie wspomniany na stronie sklepu na FB - zielony groszek). Dodatkowego mistycyzmu tej herbacie dodaje fakt, że liście do jej produkcji zostały zebrane z najstarszych krzewów, których wiek sięga 130 lat, a które sprowadzone zostały z gór Wu Yi, usytuowanych w prowincji Fujian. 


Parzenie wykonałem oczywiście w gaiwanie. Parametry jakie zastosowałem tym razem wyglądają następująco: 100ml, 2g suszu oraz woda o temperaturze 90 stopni (wyższa jakoś mi nie odpowiada do herbat z pierwszego zbioru). Tym razem postanowiłem wycisnąć z liści maksimum, w związku z czym zaparzyłem je trzykrotnie: 2 min.; 3 min.; 5 min. I w sumie bardzo się cieszę, ale... wszystko po kolei. 


Po przesypaniu liści do ogrzanego gaiwana warzywne nuty stały się bardziej słodkie. Jednak sam napar z pierwszego parzenia był bardzo aromatyczny. Miałem wrażenie, że jego zapach rozszedł się po całym pokoju. Był kwiatowy, roślinny i delikatny przy swej wysokiej aromatyczności. Po spróbowaniu wyczułem różne smaki, które dawały o sobie znać wszystkie na raz, przy czym każdy był na swój sposób indywidualny: delikatne kwiaty, splecione ze smakiem kiełków i warzyw strączkowych. 


Przy kolejnym parzeniu aromat już nie rozchodził się po pokoju (albo tylko tak mi się wydawało, ponieważ w pewnym stopniu przyzwyczaiłem się do jego zapachu)? Jednak znad czarki można było wyczuć feerię aromatów, podobnych do tych z pierwszego parzenia, ale jakby innych. Różnice były... i to kolosalne, jednak nieuchwytne na papierze. Trzeba jej po prostu spróbować, żeby zrozumieć w pełni o co w tym wszystkim chodzi. Odnośnie do smaku, to muszę przyznać, że posmak kiełków gdzieś zniknął. Rośliny strączkowe zaczęły się skrywać, za to na pierwszy plan wyszły ogólnie warzywa i rośliny, splecione z tym charakterystycznym posmakiem, jakim odznaczają się herbaty z Darjeeling. 


Przyszedł czas na opisanie ostatniego (eksperymentalnego) parzenia. Tym razem pojawiła się delikatna goryczka wraz ze ściągającym uczuciem. Tak samo jak aromat, smak był bardziej neutralny, jednak zdecydowany. Co mi się spodobało najbardziej, to mocny smak typowego Darjeelinga. Było to naprawdę fajne podsumowanie dla całej degustacji: od szczegółu do ogółu.



Jeżeli ktoś zapytałby mnie, który Darjeeling był lepszy, odpowiedziałbym, że to bardzo trudne pytanie, na które teoretycznie nie ma odpowiedzi, ponieważ każdy z nich jest inny, wyjątkowy, a różnice są naprawdę kolosalne. Nie myślałem że kiedykolwiek powiem to, ponieważ jeszcze rok temu wydawało mi się, że Darjeelingi są prawie identyczne, a różnice między nimi to jakieś niuanse dla tych bardziej wtajemniczonych... Jednak te dwie herbaty zmieniły całkowicie moje nastawienie. Ale wracając do pytania, które koniec końców postawiłem sam sobie, to chyba wybrałbym herbatę z ogrodu Giddapahar. Miała w sobie to coś, czego chyba jeszcze nie spotkałem w herbatach... Ta eukaliptusowa świeżość pozostanie w mojej pamięci na długo... Jednak muszę podkreślić, że dzisiejsza też jest wyjątkowa, warta spróbowania, ponieważ niczym nie ustępuje pierwszej. Cieszę się, że mogłem je wypróbować w dość krótkim odstępie czasu, zastanowić się i dojść do takich oto wniosków.
Pijcie, porównujcie, zachwycajcie się, bo naprawdę warto. Są to herbaty warte grzechu!

14.04.2016

Darjeeling Giddapahar Hand Rolled Spring Wonder First Flush 2016

Ostatnie dni nie należały do najciekawszych. Kiedy nie mogę znaleźć chwili, żeby siąść i pomyśleć "nad herbatą-o herbacie", znaczy to że jest naprawdę nieciekawie. Dodatkowo straciłem smak, przez co byłem już całkowicie zniechęcony do robienia czegokolwiek. Jednak wczorajszy dzień sprezentował mi chwilę wytchnienia. Piękna pogoda, grzejące w plecy słońce, to coś, co wiosną lubię najbardziej. W związku z tym postanowiłem zagotować wodę, wziąć susz, zaparzyć go i napisać... napisać o herbacie, o której wpis planowałem już jakiś czas temu. Bo kiedy, jak nie wiosną opisywać świeże herbaty z Darjeeling?


Kiedy przeczytałem na Facebooku, że w TheTea pojawiła się limitowana ilość herbaty Darjeeling Giddapahar Hand Rolled ze świeżych, wiosennych, tegorocznych zbiorów, długo nie musiałem się zastanawiać nad jej zakupem.


Odnośnie do herbaty - jest to rzecz w sumie oczywista, ponieważ pochodzi ona z Indii, jednak tym razem z Giddapahar, czyli z ogrodu, znajdującego się na południu gór Darjeeling.

Parzenie wykonałem w białym, porcelanowym gaiwanie o pojemności 100 mililitrów, wykorzystując 3 gramy herbaty, oraz wodę, przestudzoną do temperatury 90 stopni. Pierwsze dwa parzenia trwały 1min 30sek, a dwa następne wydłużałem kolejno o minutę każde.

Liście są wspaniałe - ręcznie rolowane. Chyba pierwszy raz mam do czynienia z tak pięknymi liśćmi, które nie są "poszatkowane". Z pewnością jest to jej wielką zaletą. Pachną one świeżo, roślinnie i... wyjątkowo. Jak dla mnie, jeżeli chodzi o zapach, herbaty Darjeeling są do siebie (w pewnym stopniu) podobne, jednak ta odróżnia się od pozostałych... i to naprawdę w znaczący sposób. Już przy suchych listkach możemy zauważyć, w jakim stopniu pozostały one zielone. Natomiast cała magia ujawnia się przy pierwszym ich kontakcie z gorącą wodą, ponieważ liście ślicznie ożywają. Przy wsypaniu suszu do wygrzanego gaiwana, aromat nasila się, zapowiadając prawdziwą ucztę.


W przypadku pierwszego parzenia aromat był owocowy, z delikatną roślinną nutą. Podobnie było w przypadku smaku. Wspomniana przez Wojciecha truskawka, daje o sobie znać. Jednak oprócz niej wyczułem roślinny akcent. W połączeniu ze wspomnianym owocem, mam wrażenie, jakbym jadł truskawkę, przypadkowo przegryzając jej zieloną szypułkę. Kiedy rozmawiałem na jej temat z Łukaszem, to podpowiedział mi, żebym zwrócił uwagę na eukaliptusowy zapach liści. W moim przypadku, najbardziej wyczuwalny był on właśnie po pierwszym parzeniu.


Kolejne dwa parzenia były do siebie podobne. Pojawiło się delikatne, ściągające uczucie, które uwielbiam w przypadku herbat z Darjeeling. Tym razem roślinność pojawiła się na pierwszym planie. Była ona podkręcona delikatnymi, ziołowymi akcentami.


Ostatnie parzenie dało napar delikatny, w którym goryczka oraz ściągające uczucie uleciały w eter. Smak stał się bardziej płynny, roślinny, bez jakichkolwiek ziołowych akcentów.


Łatwo można się przekonać, czytając powyższą relację, że herbata była naprawdę zaskakująca. Chwile z nią są czasem magicznym. W jej przypadku, jedno jest pewne - pozwala ona zapomnieć o codzienności, dając uczucie beztroski.

19.03.2016

2015 Organic Selim Hill SFTGFOP1

Czekając na lotnicze Darjeelingi z tego roku, postanowiłem, że zaparzę zeszłoroczną herbatę, którą można było kupić w sklepie TheTea, a którą przysłał mi Łukasz, którego z pewnością znacie - jako autora bloga Dado - moja droga herbaty. Herbata zbierana była w marcu 2015 roku - dokładnie rok temu. Pochodzi z organicznego ogrodu Selim Hill, czyli z informacji jakie udało mi się znaleźć w sieci, jest to południe gór prowincji Darjeeling.


Herbatę postanowiłem zaparzyć w sposób klasyczny, czyli tak, jak zwykle parzę listki z Darjeeling z pierwszych zbiorów. Użyję mojego zestawu kiperskiego, którego pojemność wynosi 100 mililitrów. Woda będzie miała temperaturę 90 stopni. 1 gram suszu będę parzyć przez 2 minuty.


Listki pachną dość klasycznie. Kiedy pierwszy raz powąchałem je, przypomniała mi się jedna z herbat first flush, którą piłem jako pierwszą w życiu. Do tej pory (w ciągu ponad dwóch lat) żadna nie wywołała u mnie takich skojarzeń. Zapach jest bardzo roślinny i świeży. Po przełożeniu ich do ogrzanego "kubeczka" pojawiają się silnie trawiaste nuty. Dla owoców i kwiatów w tej herbacie nie ma miejsca...


Po zaparzeniu i przelaniu naparu do czarki, ukazuje się śliczny, klarowny, żółtosłomkowy napar. Jeżeli chodzi o aromat, to kojarzy mi się ze świeżo zerwanym źdźbłem trawy.


Wspomniany przed chwilą aromat przekłada się na smak. Próbowaliście białych końcówek trawy? Dawno temu, u mnie na wsi, dla dzieci było to bardzo powszechne zajęcie. I właśnie smak tej herbaty skojarzył mi się z tymi czasami, z tą trawą... Fajnie i przyjemnie.


Kiedy parzyłem ją pierwszy raz kilka godzin temu (nie myślałem jeszcze o tym, że napiszę o niej akurat dzisiaj) napar wydawał mi się odrobinę ciemniejszy. Co ciekawe, po wypiciu całości z czarki, w gardle (powiedzmy, że w okolicy jabłka Adama) pojawiło się delikatne "pieprzne" uczucie. Jakby ktoś w to miejsce nasypał odrobinę pieprzu, a ten delikatnie dawał o sobie znać. Tym razem jakby się to w ogóle nie pojawiło... A szkoda, ponieważ było to bardzo interesujące doznanie. 

Dawno nie piłem Darjeelinga FF. Cieszę się, że akurat dzisiaj się zdecydowałem na jej zaparzenie - będzie idealnym wstępem dla... nadlatujących herbat.

O przygodach z tą samą herbatą można przeczytać już na >blogu< Łukasza. Zapraszam.

27.09.2015

Darjeeling White Happy Valley WFTGFOP1

Na ostatnią niedzielę moich studenckich wakacji mam herbatę, która jak dla mnie czymś nowym. Nie dlatego, że kupiłem ją ostatnio - bo tak naprawdę dostałem ją do wypróbowania, i to dość dawno... jednak mam nadzieję, że nie straciła zbytnio na wartości. Wracając do poprzedniego zdania, to chcę wyjaśnić - jest ona dla mnie swego rodzaju rarytasem, ponieważ jest to herbata biała, pochodząca z prowincji Darjeeling, a nie z Chin - jak każda inna, którą miałem okazję degustować wcześniej. Mam nadzieję, że na tym nie skończy się moje poznawanie herbat białych spoza Chin. Jeżeli ktoś ma jakieś swoje faworyty, to proszę dajcie znać - chętnie zakupię i wypróbuję.


Jak możemy przeczytać w opisie, herbata, a w zasadzie flesze, zbierane są wcześnie, po ustąpieniu porannych mgieł, po czym poddaje się je działaniu rąk, i są delikatnie rolowane. Następnie są wystawiane na słońce, gdzie dochodzi do krótkiego utleniania. Jej listki są niezwykle urocze. Widać w nich te niesamowite końcówki krzewów herbacianych, o których zwykle słyszymy w przypadku marketingu firm oferujących herbaty, z tą różnicą, że tutaj możemy je podziwiać już przed parzeniem, i nacieszyć nimi oko. Odznaczają się one ciemnooliwkową zielenią. 

Parametry, które wykorzystałem do zaparzenia tej herbaty były następujące: woda o temperaturze 90 stopni C, 2 gramy herbaty. Planowałem wykonać trzy parzenia, ale po trzecim pokusiłem się o czwarte. Trwały one kolejno: 3 minuty; 5min.; 7min.; 12min.


Pierwsze parzenie dało ładny, klarowny, słomkowy kolor naparu, który utrzymywał się przez wszystkie kolejne. W zapachu wyczuć można nuty, które znane są ze "srebrnej igły". Nie można jednak stwierdzić, że są identyczne, bo każda z nich ma swój osobisty charakter. Co do smaku, to jest bajeczny: delikatny, aksamitny i bez goryczy. Wydaje mi się, że jest bardziej subtelny, w porównaniu z Yin Zhenem. Co do zapachu, to skojarzył mi się z nutą brzoskwini. Drugi napar wyszedł bardziej kwiatowy, roślinny. W smaku różnice z pierwszym naparem są niuansami, które można z łatwością wyczuć. Trzeci i czwarty można określić, jako delikatniejsze wersje drugiego, przy czym w ostatnim, w pierwszej chwili pojawia się delikatna nutka, bardzo przyjemniej goryczki, która w mgnieniu oka się ulatnia, pozostawiając wyśmienity smak.




Podsumowując, herbata była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Spodziewałem się od niej czegoś, co oferują czarne herbaty z pierwszych zbiorów z Darjeeling, a ona, dość przekorna, pokazała swoje oblicze w sposób bliższy białym, chińskim siostrom. Na pewno warto poznać się z tą pozycją, pomimo podobieństwa, o którym wspominałem... a może właśnie dla niego?

9.09.2015

Darjeeling Nagri 2015 first flush

Dzisiaj cały dzień chodziła za mną herbata z Darjeeling. Nie mogąc już wytrzymać, sięgnąłem po paczuszkę z herbatą z tegorocznego, pierwszego zbioru, pochodzącą z plantacji Nagri. Nazwa, jak podaje sprzedawca przy jej opisie, "pochodzi od Nav Gauri, i nawiązuje do dziewięciu wcieleń hinduskiej bogini płodności Parvati" (źródło: fiveoclock.eu). Plantacja o której mowa, leży w dolinie Rongbong, i znajduje się na wysokości 1600m n.p.m. 


Sam susz herbaciany, jest w rzeczywistości dość ciemnym, jednak na fotografiach dostrzegam w nim większą zieleń. Wydaje mi się, że składa się on z większych listków w porównaniu z tymi, które miały herbaty degustowane przeze mnie wcześniej. Jednak wszystko wyjdzie po parzeniu... W zapachu wydaje się bardzo delikatna, subtelna, z charakterystycznym, niesamowitym akcentem, który oferują herbaty z Darjeeling. 


Parzenie odrobinę inne w porównaniu z tymi, jakie stosuję zwykle. Dzisiaj użyję wody o temperaturze 85 stopni, oraz 2g na około 150 mililitrowy czajniczek autorstwa Andrzeja Bero. Tym sposobem chcę wyciągnąć z herbaty dwa parzenia. Pierwsze planuję na około półtorej minuty, drugie na cztery. 


Pierwszy łyk, i czuję, że to jest to. Pragnienie wydaje się być zaspokojone, ale nie - czekam jeszcze na efekty kolejnego parzenia. To jednak odznacza się nieziemskim bukietem. Pełnym, i pozbawionym wszelkich mankamentów. Nieziemska subtelność, brak goryczki, i ten wspaniały smak są wymarzonym zakończeniem dnia. Kolor dość jasny, słomkowy. Marzę, aby chwila trwała wiecznie... 


Drugie, o wiele dłuższe parzenie dało już złocisty kolor, jakiego w sumie się spodziewałem przy takim czasie. Aromat także zmienił się diametralnie. Wydaje się być jakby cięższym, z nutą jakichś kwiatów, i przełamany akcentem przypraw. W smaku wyraźniejsza goryczka, ale taka, którą bardzo lubię. Na końcu podniebienia zauważam jakiś smak, który przypomina coś pieczonego. 



Bardzo ciekawa pozycja, którą bardzo polecam, w szczególności osobom, które nie przepadają za czarnymi herbatami, nawet za tak niesamowitymi, jakie są te, zbierane w prowincji Darjeeling. 

13.07.2015

Darjeeling Chongtong Organic 2015 FF FTGFOP1kolor

Po wzmożonej pracy podczas dwóch ostatnich miesięcy, które niestety przełożyły się na ilość, a w zasadzie brak jakichkolwiek postów, cieszę się, że znowu wróciłem, przy okazji popijając fajną herbatkę z 2015 roku. Dodam jeszcze, że projekt wymiany, z wyjazdem do Moskwy udał się wyśmienicie, pracę dyplomową też obroniłem kilka dni temu, i mogę nazywać się, albo nie nazywać się licencjatem, czekając na wyniki rekrutacyjne studiów II stopnia... ale nie będę zanudzać. Dodam tylko, że na taką okazję przygotowałem tak zwanego "szampana wśród herbat" - Darjeeling FF Chongtong Organic.



Herbata ta pochodzi z plantacji Chongtong, której został przyznany status 'organic'. Znajduje się ona 20 km od miasta Darjeeling.


Listki są jasne, zielone i bardzo bardzo świeże, co widać, i czuć. Pachną one delikatnie, właśnie świeżo i rześko. Akcent muszkatelowy, o którym wspomina sprzedawca, rzeczywiście delikatnie daje o sobie znać.


Parzenie herbaty w szklanym gaiwanie, o pojemności 100 mililitrów, woda miała około 95 st. C., 1g herbaty, a także czas - 2 i pół minuty.


Po przelaniu gotowego naparu do czarki, napar okazał się jasny, koloru słomkowego. Był bardzo aromatyczny, a zapach był identyczny, jak przy włożeniu liści do ogrzanego gaiwana - delikatny, lekko jakby słony. Absolutnie nie odczuwało się tego podczas degustacji. Smak był świeży, z wyczuwalnym w sposób umiarkowany ziołowym akcentem. Gorycz była dość słaba, jednak na tyle wyczuwalna, że dawała o sobie znać.


Czy polecam tę herbatę? - oczywiście, jak każdą darjeeling, z pierwszego zbioru, gdyż czas, proporcje i temperaturę można zawsze dobrać w taki sposób, aby nam zasmakowała. Trzeba jedynie wiele, wielu eksperymentów.


Dodatkowo, chciałem pokazać kilka zdjęć, które zrobiłem podczas czerwcowego pobytu w Moskwie :)

Sobór Wasyla Błogosławionego na Placu Czerwonym
Więcej zdjęć po rozwinięciu :)

28.02.2015

Darjeeling Namring Upper FF 2014 FTGFOP1

Pod koniec lutego postanowiłem zaparzyć i opisać bardzo fajną herbatę, parzoną w niezwykłych naczyniach. Chodzi mi tutaj o herbatę Darjeeling Namring Upper, z pierwszych zbiorów w 2014 roku, zaparzoną w czajniczku wykonanym przez ceramika-artystę Andrzeja Bero, który zakupiłem za pośrednictwem wrocławskiej Czajowni. W sumie, to używam go pierwszy raz dla opisania herbaty na tym blogu. Jego atutem jest dla mnie to, że pomimo delikatnej surowości, jaką przedstawia sobą z zewnątrz, w środku jest szkliwiony, dzięki czemu mogę w nim parzyć różnego rodzaju herbaty, chociaż wybór zwykle pada na czarne (czerwone w nomenklaturze chińskiej).



Herbata, o której wspominałem, jest wersją upper tej, o której wspominałem w TYM poście. Upper, oznacza dodatkową selekcję, jakiej poddane zostają listki, przy jej produkcji - wybierane są jedynie te, pochodzące z górnej części ogrodu. 


Listki są koloru srebrzystego oraz zielonego. Widoczna jest na prawdę duża ilość nierozwiniętych, herbacianych pąków, w porównaniu z herbatą Darjeeling Namring FF 2014. Pachną bardzo mocno, świeżo. Po umieszczeniu ich w ogrzanym czajniczku, przypominają mi delikatnie aromat cytryny. Sam nie wiem czy taki mam akurat dzień, więc postanowiłem zaparzyć ją jeszcze raz, używając nowej ilości suszu, oraz tych samych parametrów. Moje odczucia były zdecydowanie takie same, jak za pierwszym razem. 

Parametry parzenia herbaty, jakie wykorzystałem to: 150 mililitrów, wrzątek, 2 gramy herbaty oraz 2 minutki. 


Po dwóch minutach, gotowy napar przelałem do szklanego cha hei. Jego kolor, określił bym jako słomkowy, klarowny. Zapach był delikatny, równie świeży. Przypominał mi niedojrzały owoc brzoskwini (ze względu na swoją delikatność i świeżość). 
Smak był lekki, całkowicie pozbawiony goryczki. Posmak herbaty na bardzo długo pozostawał mi w ustach.



Czareczka, widoczna na powyższym zdjęciu, została zakupiona w krakowskiej herbaciarni Czarka, przy ulicy Floriańskiej. Jak się dowiedziałem (dziękuję bardzo jeszcze raz za tę informację), jest autorstwa Jakuba Lewandowskiego. 

Co dotyczy jeszcze samej herbaty, listki po zaparzeniu ślicznie się rozwinęły i ożywiły. Widoczna jest ich młodość. Młode pączki po zaparzeniu, wyglądają nieziemsko. Zawsze ich delikatność, a także coś w rodzaju niewinności mnie rozczula.


Fajne jest to, że herbata ta była zbierana właśnie około roku temu. Mogę stwierdzić, że miałem dzisiaj mały przedsmak nadchodzących herbat z Darjeeling, z wiosennego zbioru 2015 roku, który nachodzi wielkimi krokami. Już dziś nie mogę się na nie doczekać, jak z pewnością wielu herbaciarzy...

17.02.2015

Darjeeling Golden Tips Namring Upper SF FTGFOP1

Herbata Darjeeling Golden Tips Namring Upper SF FTGFOP1, pochodzi z plantacji Namring. Jak podaje sprzedawca, wyraz "upper" świadczy o dodatkowej selekcji, której poddawane są listki tej herbaty, gdyż tylko te, pochodzące z górnej części ogrodu są wykorzystywane do jej produkcji. 


Liście herbaciane w tym przypadku pochodzą z końca letnich zbiorów. Poddawane są one pełnemu procesowi fermentacji. 
Co widoczne jest na fotografii powyżej, herbata ta posiada naprawdę dużą ilość złotych pączków. 

Zaparzyłem je białym wrzątkiem, wykorzystując 2,5 grama na 150 ml. Czas, jaki wykorzystałem, to 3 minuty. Listki pachniały dość wytrawnie, z subtelną nutą gorzkiej czekolady. 



Po 3 minutach, napar ma śliczny kolor jasnego bursztynu. Odznacza się ogromną klarownością. W smaku wyczułem lekką goryczkę (która przy wcześniejszym, dłuższym zagłębianiu się w jej smak, zaczęła mi jakby przeszkadzać). Ale posmak jaki pozostawiała ta herbata w ustach, przypominał mi smak, który odczuwałem po zjedzeniu prażonego ziarna kakaowca. 


Kupując tę herbatę, nie myślałem, że będzie ona miała taką głębię oraz moc. Stąd też moje delikatne rozczarowanie. Ale tak jak nadmieniam - delikatne, co nie oznacza, że nie sięgnę po nią kolejny raz. 

3.10.2014

Darjeeling Namring FF 2014 FTGFOP1

Dzisiaj, po długim oczekiwaniu, wziąłem do ręki paczuszkę z herbatą z zbioru wiosennego tego roku. Była to herbata lotnicza z Darjeeling (Indie) - Namiring. Posiadam jeszcze herbatę Namring upper, jednak na nią przyjdzie z pewnością czas. Namring, to nazwa ogrodu, z którego pochodzi ten rarytas.


Jak już wspomniałem, jest to herbata z pierwszego zbioru, określana mianem lotniczej. Po listkach widać, że są bardzo młode, z zielonymi elementami, co jest czymś fascynującym dla mnie, przy czarnej herbacie. Może to głupie określenie, ale zapach jest tak bardzo darjeeling'owy, przyjemny, a zarazem niezwykle lekki.


Parzenie wykonałem w gaiwanie, używając do tego: 1,5g listków, 150ml wody. Czytając różne opinie na temat temperatury, zdecydowałem się na dość klasyczne rozwiązanie - użyłem do tego białego wrzątku. Na szczęście mam jeszcze troszkę tej herbaty, i w tym wypadku z przyjemnością będę eksperymentować, aby określić najlepszą dla mnie temperaturę, by w przyszłym roku zbytnio nie zastanawiać się nad tym zagadnieniem. 



Napar wyszedł bardzo delikatny, subtelny, przyjemny, świeży, koloru jasnego. Jak dla mnie, smak był totalnie pozbawiony jakiegokolwiek posmaku goryczy. Już teraz wiem, że następnym razem parzenie będzie trwało ciutkę dłużej, innym razem dodam więcej suszu, lub obniżę temperaturę wody - pomimo, że zbytnio nie lubię eksperymentować, i wolę trzymać się przyjętych zasad. 

Po tej degustacji, czekam z niecierpliwością na moment, kiedy wezmę herbatę Namring upper. Będzie to z pewnością równie zaskakujące doświadczenie. Czuję, że stanie się to już niebawem.

____________________
*FTGFOP1 - Finest Tippy Gloden Flowery Orange Pekoe 1