Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sri Lanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sri Lanka. Pokaż wszystkie posty

17.08.2016

Ceylon Moragalla oolong

Oolongi chińskie, oolongi z Tajwanu, z Wietnamu, z Jawy, z Darjeelingu, z Nepalu, z Japonii i... ze Sri Lanki. Tak: herbaty oolong produkowane są prawie wszędzie! Chyba nie spotkałem się jeszcze z oolongiem z Afryki. No, ale... przecież może tylko się z takimi nie spotkałem? Wszystko przede mną (przed nami). Dzisiaj chciałem poświęcić wpis herbacie (podobno) oolong pochodzącej z Cejlonu. Jak podaje sprzedawca, jest to herbata, której liście zbierane były w regionie Ruhuna, na plantacjach o wyższym zasoleniu gleby, usytuowanych poniżej 60 metrów n.p.m. Dowiadujemy się również, że Moragalla to nazwa fabryki, w której zebrane liście są przetwarzane (źródło: eherbata.pl).


Liście są całkiem sporych rozmiarów, są bardzo ciemne, i ogólnie pachną całkiem nieźle: delikatnym dymkiem z jakimiś letnimi owocami i subtelną słodyczą. Umieszczone w ogrzanym naczyniu uwalniają winne akcenty z delikatną nutą cytrusów. Herbatę tę (w ilości 5 gramów) zaparzyłem w czajniczku o pojemności 150ml, wykorzystując świeżo zagotowaną wodę.


Przy pierwszym parzeniu, które trwało 50 sekund, na prowadzeniu ukazały się winne nuty. Dominowała goryczka, natomiast jeżeli chodzi o smak, to był on bardzo klasyczny, niczym czarne herbaty z Cejlonu. Było w nim coś z gorzkiego kakao, coś owocowego i odrobinę winnego.


Kolejne parzenie, dłuższe w porównaniu z pierwszym, było podobne, jednak operowanie czasem  tak naprawdę okazało się wyłącznie operowaniem goryczką naparu. Pojawiło się też ściągające uczucie, które zawładnęło całymi moimi ustami.


Trzecie parzenie (2:20) dało już napar bardziej delikatny, bez goryczy i bardzo klasyczny. Za to w przypadku ostatniego zagapiłem się, i przeciągnąłem czas do 6 minut. Co się okazało, sprawdziły się stwierdzenia: nic się nie dzieje bez przypadku oraz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ to parzenie zasmakowało mi najbardziej. Nie było w nim goryczy, a wyczuwalny owocowy akcent był naprawdę przyjemny.


Herbatę podsumowałbym tak: dobra czarna herbata, przy czym jest to średni oolong. Jednak tak jak z pewnością już wspominałem - miłośnikiem czarnych herbat nie jestem. Musi mieć ona w sobie naprawdę to coś, przez co stwierdzę: tak! to jest mój smak! Parzeniu towarzyszył mi nieproszony zielony "kolega", który gdy tylko został zauważony, został wyeksmitowany na zewnątrz:


6.09.2014

Spacer po Warszawie, konkurs.

"Dawno" temu, bo pod koniec lipca tego roku postanowiłem napisać krótki opis jednej z herbat aromatyzowanych, aby później przedstawić go w konkursie organizowanym przez markę Five o'clock, pt. "Podróże z Five o'clock". Opis ten dotyczył mieszanki o fascynującej nazwie "Spacer po Warszawie". Związane było to między innymi z wycieczką, którą odbyłem w lipcu. Jako że herbata była powiązana z moją podróżą do stolicy, powstał oto taki opis:

Kilkudniowa wycieczka do Warszawy, nie mogła obejść się bez zabrania ze sobą najlepszego napoju pod słońcem - herbaty. Była nią wyśmienita mieszanka "Spacer po Warszawie". Podstawą tej aromatyzowanej herbaty, jest czarna herbata z Cejlonu. Wzbogacowa została ona czekoladą, kakaowymi łupkami a także karmelem. Jej dodatki przywodzą na myśl chwile naszego dzieciństwa, czyli czasu bez trosk, zmartwień i poważniejszych problemów. Dla takiej chwili warto sięgnąć po nią - aby poczuć się jak dawniej. 
Teraz, będąc już w domu, po czasie spędzonym w stolicy zostały mi jedynie zdjęcia. Postanowiłem po raz kolejny sięgnąć po tę wybitną mieszankę, aby znowu poczuć smak Warszawy. Zamykając na chwilę oczy, smakując herbatę, czuję się jak wtedy, kiedy spacerowałem po Starym Mieście, brzegiem Wisły, czy po Parku Łazienkowskim.  
Do zaparzenia herbaty, użyłem wrzątku. Czas w jakim parzyłem listki to około 3 minuty.
Głównym aromatem jest dla mnie czekolada, dla której kakao oraz karmel tworzą wybitny akompaniament. Sam smak cejlońskiej herbaty nie został utracony, co czyni napar idealnie skomponowanym.  
Kiedy po pewnym czasie, zapragnę ponownie zobaczyć moje fotografie z wakacji, z pewnością sięgnę również po tę herbatę, aby sprawić ucztę nie tylko oczom, ale także pozostałym zmysłom.


Dodatkowym warunkiem konkursowym, było zamieszczenie zdjęcia:



Po kilku tygodniach otrzymałem nagrodę, w której mogłem wybrać herbaty i nie tylko spośród dostępnego asortymentu. I tak zdecydowałem się na herbaty aromatyzowane: "Sencha ananas & truskawka". Druga z nich, o interesującej nazwie "Oriental dragon". Kolejną atrakcją była sypana herbata zamknięta w wygodnych do parzenia piramidkach - "Herbata warta Poznania" - jako że w Poznaniu jeszcze nie byłem, to mam nadzieję, że będę mógł w niej odnaleźć cząstkę tego miasta. W prezencie znalazła się również herbata czarna, klasyczna mieszanka "English Breakfast". Całość nagrody dopełniają jeszcze dwa produkty: aromatyzowana kawa "Banana cream" oraz syrop limonkowo-miętowy. 

Z pewnością każda z herbat doczeka się swojego opisu na tym blogu, jednak potrzebuję trochę czasu aby każdą z nich przetestować, zasmakować, opisać, a przede wszystkim uwiecznić na fotografiach.