27.04.2015

Sencha Sakura

Spoglądając dzisiaj za okno, przekonałem się że wiosna rzeczywiście nadeszła. Nie tylko przepiękna pogoda, dość wysoka temperatura jak na tę porę, ale przede wszystkim przepiękne białe, czy różowe kwiaty, otulające gałązki drzew. Widok ten (pomimo, że nigdy tam nie byłem) kojarzy mi się z Japonią, i jej słynną wiśnią - Sakurą. 


Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów o aromatyzowanej, zielonej, japońskiej herbacie, o nazwie Sencha Sakura. Według mnie, nie ma lepszego okresu w roku, aby ją zaparzyć. Chociaż w sumie każdy jest dobry...


Sencha Sakura, o której dzisiaj na blogu, to połączenie (jak już wspomniałem) zielonej, japońskiej herbaty (zdziwiłem się, że nie chińskiej, na której zwykle powstają słynne, aromatyzowane zielone herbaty), wspaniałych płatków róży, a także nuty marcepanu. 


Jako że jest to sencha japońska, postanowiłem zaparzyć te same listki dwukrotnie. Do podania gotowego naparu musiałem koniecznie użyć mojego zestawu z wizerunkiem różowych kwiatów japońskiej wiśni. Pierwsze, dwuminutowe parzenie dało jasny, żółto-zielony napar. Ogromnym plusem jest totalny brak goryczki. Delikatna nuta marcepanu, a także nuta wspomnianej róży bardzo dobrze komponują się ze sobą. Aromaty są dość silne, jednak nie nachalne. Jest to na prawdę fajna, dość prosta herbata, nad którą nie trzeba się zbytnio rozwodzić. 


Herbata, wraz z przyjemną i ciepłą pogodą, a także pachnącą gałązką kwitnącej wiśni, dały niesamowity i przyjemny moment, w którym chociaż na chwilkę można zapomnieć o trudach i problemach dnia codziennego. 


25.04.2015

Japan Sencha Uji Premium

Od dłuższego czasu, w moim herbacianym menu nie przewijała się żadna japońska herbata. Ostatnio postanowiłem to zmienić, i tym sposobem zakupiłem kilkadziesiąt gram herbaty Japan Sencha Uji Premium. W sklepie zachwyciła mnie zapachem i wyglądem, więc długo nie musiałem się zastanawiać. Herbata zbierana jest na plantacji w regionie Uji (prefektura Kioto). 


Sencha ta, to ciemnozielone listki, w kształcie dość długich igiełek. Zapach liści jest bardzo delikatny, roślinny i odrobinę słodki. W niesamowity sposób zmienia się, po włożeniu do ogrzanego naczynia. Nasila się słodycz, a na pierwszy plan wychodzi zapach morskiej bryzy. 


Do zaparzenia tej herbaty użyłem mojego hohina, czyli efekt ostatnich, jednak niestety dość dawnych zakupów u Czajnikowego. Podana była informacja, że naczynko wykonane jest z ceramiki bankoyaki. Ma fajną pojemność - nie za małą, nie za dużą - czyli w sam raz :D Zwykle jedno moje parzenie zawiera około 150 ml wody. Odważyłem tym razem 3g herbaty, a wodę przestudziłem do 70 st.C. 


Wykonałem trzy parzenia:
  1. 1 minuta;
  2. 40 sekund;
  3. 1 minuta.


Pierwsze parzenie okazało się delikatne, aksamitne. Smak był pełny, lekki i gładki. Już wtedy wiedziałem, że był to dobry wybór. Dodatkowo wyczuwałem nuty roślinne, szpinakowe z odrobiną morskiego smaku, który wprost uwielbiam. Kolor naparu przedstawił bardzo jasną zieleń. 
Drugie parzenie było mocniejsze. Smak był bardziej zdecydowany. Akcent roślinny wysunął się na pierwszy plan, natomiast morska nuta oddaliła się. W porównaniu z pierwszym, smak dalej był pełny, niezwykły, jednak nie tak jedwabisty i lekki. 
Trzecie parzenie, jak to trzecie parzenie. Dało niestety do zrozumienia, że to już ostatnie parzenie. Smak był delikatny. Odrobina słodyczy, splatała się z nutą goryczy. Kolor naparu, jak w przypadku drugiego - zieleń, wpadająca w żółte odcienie. 


Listki po trzech parzeniach.
Cieszę się, że zdecydowałem się na tę herbatę. Moje pragnienie na japońskie klimaty w pewnym stopniu zostało zaspokojone. Jednak jedno jest pewne - herbata "pójdzie w ruch" już za niedługo. 


18.04.2015

Huang Xiao, czyli klasyczny przykład herbaty żółtej

Kolejnym podejściem do żółtej herbaty (chociaż pamiętam, jak obiecałem sobie że nigdy więcej - jednak niesłusznie) jest Huang Xiao. Herbata ta, pochodzi z Chin, z prowincji Anhui, z ogrodu Tunxi. Jej produkcja, to wykorzystanie procesu men dui, w którym listki poddaje się fermentacji nieenzymatycznej, przez siedem dni.


Wokół tej herbaty krąży wiele historii. Proces jej wytwarzania zaginął, a wytwarzana była już za czasów dynastii Ming (1368-1644) i Quing (1644-1911). Proces jej wytwarzania (który wykorzystuje się dzisiaj) został ponownie "odkryty" w latach 70. XX wieku*. W jakim stopniu jest to ta sama herbata, możemy tylko gdybać, jednak jeżeli nawet rozbieżność jest dość duża, nie przeszkadza to w odkrywaniu jej smaku, aby wyobrazić sobie, jak smakowała ona kiedyś. 

Tuż po otwarciu paczuszki, uderza z niej bardzo mocny aromat orzecha włoskiego. Listki są młode i małe, koloru ciemnobrązowego. Mają delikatne, miejscowe przejaśnienia. Parametry podczas parzenia herbaty: szklany gaiwan o pojemności około 100 mililitrów, woda o temperaturze 80 st. C, 3 gramy suszu.


Po przełożeniu liści do wygrzanego gaiwana, obok prażonych orzechów, pojawiła się nuta owocu kakaowca. Pierwsze parzenie trwało około 1 minuty 15 sekund. Napar był klarowny, słomkowy. Pomimo swojej delikatności koloru, smak okazał się orzechowy. Kolor nie wiązał mi się ze smakiem, ponieważ przy tak jasnym, zwykle oczekuję nut kwiatowych. Natomiast przy orzechu - ciemniejszego naparu. Jednak ten przykład pokazuje mi, jak herbata może zadziwić swoim obliczem. Niestety, nie udało mi się zaobserwować tego słynnego różowego odbicia (ale mój wzrok nie działa najlepiej, więc na niego zwalę winę ;).



Drugie parzenie wydłużyłem o 25 sekund, w porównaniu z pierwszym. Tym razem pojawiła się większa moc naparu, mniej orzechów, i mocniejsza goryczka. Trzecie parzenie - 2 minuty. Napar tym razem znowu delikatny, jednak odrobinę bez wyrazu. W tle wyczuwałem nutę orzechów. Ostatnie parzenie (3 minuty) było bardzo podobne do wcześniejszego, jednak znów odrobinę mocniejsze, za sprawą znacznego wydłużenia czasu.


Podsumowując, herbata smakowała mi najbardziej podczas pierwszego parzenia. Pokazała wtedy swoje najlepsze atuty, których nie udało mi się już wyłowić podczas kolejnych. Na sam koniec, największym zaskoczeniem są dla mnie listki, które po czterokrotnym zaparzaniu przechodzą niesamowitą metamorfozę. Stają się jaśniejsze, i pachną bardzo mocno tymi niesamowitymi orzechami.

*http://oxalis.pl/produkt,687