Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Earl Grey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Earl Grey. Pokaż wszystkie posty

5.05.2016

Honeybush Earl Grey

Herbata Earl Grey była moją ulubioną od dawien dawna. Silny aromat nie jest w jej przypadku przeszkodą. Kiedy byłem mały i jechaliśmy do supermarketu, uwielbiałem przechodzić przez dział z herbatami, gdzie unosił się zapach bergamotki z opakowań z okrągłymi torebkami marki Tetley. Zdziwiło mnie, kiedy zobaczyłem zieloną herbatę z tym aromatem. Jakoś nie szło mi to w parze, ale i do tego się przekonałem. Gały wyszły mi jednak z orbit, kiedy zobaczyłem herbatkę ziołową Honeybush Earl Grey.


Kiedy otworzymy paczuszkę z suszem, poczujemy silny aromat. Początkowo wydawało mi się, że samej bergamotki trzeba się doszukiwać, jednak po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że jest to bergamotka połączona z jakimś ziołem (i nie chodzi mi bynajmniej o honeybusha...). Długo się nad tym zastanawiałem, wracając od czasu do czasu do tego zapachu. Dopiero wczoraj przyszedł mi do głowy pomysł: towarzyszem bergamoty jest rozmaryn albo mirt zwyczajny. Naprawdę ciekawe, przy czym nietypowe połączenie. Minus jest jeden - jeżeli jest on rzeczywiście w składzie, to na opakowaniu taka informacja nie jest podana, chyba że został sklasyfikowany jako aromat? Wśród cząstek miodowego drzewka znajdziemy listki podobne do drugiego, wspomnianego przeze mnie zioła - mirtu.


W związku z tym, że honeybush jest grubszy od rooibosa, z powodzeniem parzy się go w zwykłej zaparzaczce na łańcuszku. 4 gramy suszu zalałem wrzątkiem (około 280ml) i parzyłem około 5 minut. Gotowy napar był brązowo-pomarańczowy, a aromat bardziej ziołowy niż "earl greyowy". To samo w smaku: dominowała nuta wspomnianych ziół, przy czym bergamotka była jakby drugorzędnym dodatkiem. Pojawiła się także delikatna goryczka (która mogła wskazywać na dodatek mirtu), ponieważ nie była to gorycz pochodząca z tytułowego składnika - pomarańczy bergamotowej.


Całość uważam za całkiem udaną mieszankę, o charakterze bardziej wytrawnym niż miodowym. Jeżeli ktoś będzie doszukiwać się smaku honeybusha, raczej się zawiedzie. Ogromnym plusem jest silny aromat, który sprawia wrażenie naprawdę naturalnego. Przestudzony napar jest jeszcze smaczniejszy niż wersja na gorąco. Coś czuję, że nadchodzą kolejne eksperymenty z ice tea. Wytrawność i orzeźwiające zioła mogą skutecznie i przyjemnie gasić pragnienie w upalne dni.

25.03.2016

Lipton: Russian Earl Grey

Przyznając się, że mam fioła na punkcie Rosji, języka rosyjskiego, kultury i wszystkiego co jest z nią związane, chciałbym rozwinąć temat sypanych herbat o pozycję, którą czasem możemy znaleźć na półkach sklepowych. Widząc Earl Greya w wersji rosyjskiej, nie mogłem przejść obok w sposób obojętny. Przyznam szczerze, że jest to herbata... zadziwiająca. Naprawdę, nie można o niej powiedzieć że jest nijaka. Z jednej strony jest odrzucająca przy pierwszym kontakcie (zapach), ale po głębszym zapoznaniu okazuje się, że jest jednak zachęcająca.


Ale po kolei: chcąc wysłać próbkę Agnieszce, postanowiłem, że nadszedł w końcu czas, aby ją otworzyć. Przesypałem listki do woreczka strunowego i się nad nią zbytnio nie zastanawiałem. Doszedłem tylko do wniosku, że jest bardzo silnie aromatyzowana, więc zapakowałem podwójnie do woreczka, aby inna próbka nie ucierpiała. Jednak po jakimś czasie stwierdziłem, że chcę ją w końcu zaparzyć. Oczywiście wsadziłem nochal głębiej, zaciągnąłem się i co? Tragedia - odrzuciło mnie! Normalnie ocet... silny, gryzący, wręcz zniechęcający.  Nic więcej. Wtedy pomyślałem sobie... co ja zrobiłem, że wysłałem do próbowania takie... coś.


Dzielnie postanowiłem zrobić kolejny krok, żeby przekonać się, czy napar będzie odznaczał się smakiem octu? To byłaby jazda bez trzymanki... I tutaj (na szczęście) spotkało mnie dość miłe zaskoczenie... nie pozostało po nim ani śladu (odetchnąłem z ulgą). Dzisiaj, parząc ją kolejny raz, chciałbym opisać moje wrażenia bardziej szczegółowo. Wszystkie podane wyżej informacje, to tylko wspomnienia z pierwszych (w większości nieudanych) kontaktów z Russian Earl Grey. Mam tylko nadzieję, że zakolegujemy się z rosyjskim hrabią Greyem jeszcze bardziej.


Co do samego suszu, to o jego zapachu nie będę już wspominać, bo to naprawdę nic przyjemnego... Jednak na uwagę zasługuje fakt, że listki są równej wielkości, nie kruszą się i nie mają w sobie takiego pospolitego pyłu. Samo parzenie wykonałem w taki sposób, jaki pokazuje załączony obrazek:


Po 5 minutach, moim oczom ukazał się klarowny napar, o ciemnym odcieniu bordo zmieszanego z brązem. Nie jest jednak tak ciemny, jakiego moglibyśmy się spodziewać. W aromacie czuć lekką kwaskowatość (jak już wspomniałem, z octem nie ma nic wspólnego). Natomiast w smaku czuć delikatną goryczkę, która nie jest nachalna (poza tym, smakuje ona tak, jakby pochodziła od skórki cytrynowej, a nie od samej herbaty). Bergamotka jest również obecna, jednak mam wrażenie, że w tej mieszance zeszła ona na plan boczny.


W związku z tym, że zbliżają się Święta Wielkanocne, chciałem ze swojej strony życzyć spokojnych, radosnych i przede wszystkim rodzinnych Świąt. Mokrego i herbacianego Dyngusa (tylko do sikawek nie lejcie herbaty... szkoda jej... chyba że taką, której nie lubicie ;). A żeby było tematycznie, i to po rosyjsku, zdjęcie jednej z piękniejszych pocztówek jakie w życiu dostałem (tym razem od padrugi Ani), która w październiku pozwoliła cieszyć mi się smakiem Iwan Czaja.


Христос Воскрес! 

23.10.2014

Earl Grey Róża & Cytryna

Earl Grey... tę aromatyzowaną, czarną herbatę zna chyba każdy. Można by o niej powiedzieć, że jest dość pospolita czy nudna. Jednak nic bardziej mylnego. Dlaczego? -ponieważ według mnie, nigdy się nie nudzi. Smak pomimo swojej klasyki, jest zawsze interesujący. Earl Grey może zawierać w sobie różne dodatki, oprócz podstawowego aromatu bergamoty. Wtedy takie mieszanki mają swoje nazwy, na przykład: Lady Grey Tea. Jednak mieszanką, której poświęcony jest ten post, to Earl Grey z płatkami róży i trawą cytrynową.


Listki pachną pięknie, klasycznie, jak każdy Earl Grey. Smak również jest bardzo popularny, przełamany delikatną nutą róży oraz trawy cytrynowej. Zwykle nie odpowiada mi smak trawy, jednak tutaj jest jej niewiele, i świetnie pasuje do bergamotki. Napar nie wyszedł mocny, co jest dla mnie ogromnym plusem. W smaku słodki i dość delikatny. 


Herbatka niestety już mi się skończyła, jednak z przyjemnością sięgnę po herbatę Earl Grey z innymi dodatkami. Być może jej smak będzie jeszcze bardziej ciekawy?