Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kukicha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kukicha. Pokaż wszystkie posty

5.03.2016

Kukicha Kyoto z Czajowni

Jakiś czas temu pisałem o dwóch herbatach Kukicha z dwóch różnych sklepów, które dostałem do wypróbowania od Joli. Do zestawienia dołączy dzisiaj ta sama herbata, przesłana przez Agnieszkę, prowadzącą bloga Mycupofgreentea. Dlatego ten post będzie swego rodzaju aneksem do wcześniejszego wpisu.


Kukicha Kyoto, którą zaparzę dzisiaj, pochodzi oczywiście z Japonii z miasta Uji. Taką wersję można zakupić w herbaciarni (a także sklepie internetowym) Czajownia. Również w tym przypadku susz składa się z gałązek, między którymi znajdziemy nieregularne listki zielonej herbaty. Teraz mogę stwierdzić, że susz pachnie, jak na Kukichę przystało. Znajdziemy w nim nuty roślinne, warzywne i przede wszystkim morski akcent (za co uwielbiam herbaty z Japonii).


Czajownia na swojej stronie poleca, aby 6 gramów suszu zalać 300ml wody o temperaturze 80 stopni. Parzenie powinno trwać 2 minuty. W związku z tym, że wtedy kurczowo trzymałem się zaleceń, także dzisiaj nie zrobię żadnych odstępstw od instrukcji. Poza tym po doświadczeniach z tamtego parzenia, wiem, że takie parametry są dla niej optymalne.



Jak sięgam pamięcią do smaku poprzednich wersji, ta wydaje się w smaku mniej "zielona". Dominują w niej akcenty roślinne, jednak wyczuwalny jest smak podpiekanej słodyczy, z lekkim, goryczkowym akcentem. Jest ona całkiem inna, ale równie interesująca.


Drugie parzenie trwało 3 minuty. Tym razem pojawiła się większa goryczka. Najciekawszy jest jednak bardzo interesujący i przyjemny roślinny posmak, który pojawia się w ustach po chwili od wypicia. Ostatnie parzenie wydłużyłem o półtorej minuty, jednak tym razem smak okazał się już bardzo delikatny. Był to zwiastun końca danej porcji liści. Wydaje mi się, że parząc ją w sposób klasyczny, najlepiej przygotować 2 napary.

8.02.2016

Kumano Kukicha Mie Japan organic & Kukicha

Właśnie dzisiaj, według kalendarza chińskiego wchodzimy w rok Małpy. Jak sprawdziłem jakiś czas temu, sam jestem kogutem.... Jednak czytając, co tak naprawdę oznacza bycie nim, nie mogę zaprzeczyć i raczej się z tymi słowami zgodzę. Nawet powiem więcej - jeżeli chodzi o przesłanie dla koguta na 2016 rok... chciałbym, żeby to co zostało tam zapisane, chociaż w pewnym stopniu się spełniło. Z tej okazji, trochę na przekór (ponieważ zgodnie z horoskopem będę w tym roku łamać schematy) zaparzę japońską herbatę - kukichę. Będzie to jedna herbata, z dwóch różnych miejsc (sklepów). Za herbaty do spróbowania serdecznie dziękuję Joli (Blog Herbaciany Notes).

Z racji tego, że mamy dziś pierwszy dzień Roku Małpy,
przy parzeniu towarzyszyła mi maskotka z dzieciństwa:
wierny kompan wycieczek bliższych i tych dalszych :) 

Ale czym ta kukicha jest? Otóż jak zapewne wiecie, jest to herbata, która składa się z łodyżek i listków. Ma to zapewnić unikalny smak, przy zmniejszonej dawce kofeiny co jest czasem przydatne (np. kiedy mamy ochotę w nocy na japońską herbatę). Kiedyś, oglądając odcinek Czajnikowego o niej, bardzo spodobało mi się stwierdzenie prowadzącego, w którym powiedział, że jest to herbata patyczasta, co idealnie oddaje jej charakter.


Skoro dzisiaj jest dzień, kiedy zaczynam łamać schematy, to i naczynia dobiorę odwrotnie, niż zrobiłbym to w dzień powszedni... Chiński gaiwan sprawdzi się do tego wprost idealnie :) W białym, porcelanowym zaparzę Kumano Kukicha Mie Japan organic ze sklepu Paper&Tea, natomiast w tym brązowym (podobno z glinki) Kukichę od Odette Tea Room. Pomimo że herbata wygląda podobnie, sugerowane są całkiem odmienne temperatury wody do jej parzenia: w przypadku pierwszej 60-70 stopni (ostatecznie miała 65 st.) a drugiej: 80. Trwały one kolejno: 2:00, 3:00, 4:30.



Ogólnie można o nich powiedzieć, że są w smaku i zapachu bardzo świeże. Kumano Kukicha Mie okazała się przy pierwszym parzeniu w tak niskiej temperaturze herbatą delikatną o smaku roślinnym i nie słonym (zapach suchych listków mógł sugerować całkiem odmienne odczucia). Czasem miałem wrażenie, że między roślinnymi nutami pojawiają się gdzieś w oddali zioła. W porównaniu z drugą wersją, ta okazała się słodsza i bardziej stonowana. Pierwsze parzenie Kukichy z Odette Tea Room dało napar mocniejszy, o smaku bardziej złożonym i skomplikowanym. Niczym zioła w pierwszej wersji, tutaj pojawiała się minimalna goryczka, która czasem sprawiała wrażenie iluzji (nigdy do końca nie wiedziałem czy tak naprawdę pojawiła się tam we własnej osobie). Smak ogólnie był bardziej warzywny.


Drugi napar w obu przypadkach był strzałem w dziesiątkę. Najlepszy ze wszystkich! W pierwszej wersji był mocniejszy w porównaniu z poprzednim parzeniem - natomiast napar z glinianego gaiwana - delikatniejszy (tutaj pojawił się także dość silny smak umami). Po degustacji miałem wrażenie, że napar pozostawił delikatne uczucie cierpkości na podniebieniu.

Spróbowałem zaparzyć ją po raz trzeci. Wyczuwalny był już niestety ich koniec... Z białego gaiwana wyszedł napar z delikatnym morskim posmakiem, natomiast z glinianego dość neutralny, "mówiący" że to ostatnie parzenie.



Na koniec chciałem jeszcze raz podziękować Joli. Poza tym kukicha zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, i wiem, że będę po nią sięgał częściej, ponieważ jest warta grzechu... nie tylko w tym Nowym Roku Małpy. Na chwilę obecną, chciałbym życzyć Wam Szczęśliwego Nowego Roku - i przede wszystkim smacznej herbaty!