Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premium Dragon Well Long Jing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premium Dragon Well Long Jing. Pokaż wszystkie posty

13.02.2016

Post №100: Premium Dragon Well Long Jing Green Tea

Dzisiaj wpis będzie dla mnie szczególny... ponieważ jak zapowiada sam tytuł, już setny raz męczę Was swoimi wypocinami. Tym razem nie mogą to być jakieś zioła, herbatki, ekspresówki czy nawet pierwsza lepsza herbata. Dobrym mógłby okazać się tajwański Bai Hao oolong, nazywany też Champagne oolongiem, jednak wpis o nim powstał już jakiś czas temu. W takim razie czym mógłbym ugościć odwiedzających? Myślę, że pozycja z Wielkiej Dziesiątki Chińskich herbat będzie trafnym wyborem. Na dodatek w wersji premium to już w ogóle... tak, wybór padł na Long Jinga (nazwa w sklepie: Premium Dragon Well Long Jing Green Tea). Herbata przyszła do mnie prosto z Chin od TeaVivre, dzięki konkursowi zorganizowanemu przez Danutę na Jej blogu, na który serdecznie zapraszam.


W związku z tym, że z natury chomikuję różne rzeczy, to te lepsze trzymam na odpowiednią okazję... jednak setny wpis wydaje się być tą dobrą okazją. Tym bardziej że 15 kwietnia minie rok od zbiorów tego Long Jinga. Na szczęście liście zostały hermetycznie zapakowane w małe torebeczki po 7 gramów, chroniące je przed czasem oraz przed takimi chomikami jak ja.


Long Jing pochodzi z Shifeng Mountain, Xihu w mieście Hangzhou, znajdującego się w prowincji Zhejiang. Parzenie, według zaleceń, wykonałem w szklanym gaiwanie. Na 100 mililitrów wody użyłem połowę opakowania, czyli 3,5 grama herbaty. Woda miała temperaturę 80 stopni. Wykonałem cztery parzenia, trwające kolejno: 0:25, 0:40, 1:20; 2:00 (zamiast wstępnego płukania liści, które miało trwać ~5 sekund, wydłużyłem czas pierwszego parzenia... jakoś szkoda było mi utraty tego smaku). 

Po otwarciu paczuszki, poczułem niebywały i bardzo silny zapach, który skojarzył mi się z orzechami. Jednak po przesypaniu ich do ogrzanego naczynia, silnym okazał się roślinny, nawet trawiasty akcent.


Napar miał zwykle dość jasny, żółto-zielony kolor. Aromat był to toślinny, to orzechowy, czasem lekko kwiatowy (niczym bardzo drobne kwiaty pośród wysokich traw na łące). Brakowało mi jedynie wiosennego czy letniego Słońca (tego prawdziwego...).

Liście po pierwszym parzeniu.

Jednak smak... był po prostu obłędny! Przy pierwszym parzeniu - świeży, pozbawiony goryczki. Dało się wyczuć silną roślinność, splatającą się z orzechowym posmakiem.


Już przy drugim, na pierwszy plan wysunęły się orzechy, a wraz z nimi wrażenie umykająca goryczka, która dopiero wzrosła przy trzecim zalaniu. Ostatnie dało znać, że będzie to już koniec tej herbaty. Pomimo wszystko było smaczne, delikatniejsze od dwóch pozostałych. Odznaczało się plątaniną orzechów i traw.



O tej samej herbacie pisała na swoim blogu także Deni (post). Zapraszam do przeczytania Jej relacji z parzenia Long Jinga.


W przypadku tej herbaty nie może zabraknąć wyjaśnienia, skąd wzięła się taka barwna nazwa. Zgodnie z legendą, wywodzi się ona od żyjącego w studni smoka. Tańczące w wodzie listki także mogą przypominać jego pląsy. Należy jeszcze podkreślić, że Long Jing jest jedną z najstarszych chińskich tradycyjnych herbat, a jak podają źródła, jej początki sięgają okresu sprzed 1700 lat. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić ją, pamiętając o szukaniu liści lepszej jakości.