Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rooibos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rooibos. Pokaż wszystkie posty

15.02.2016

Herbaciana pocztówka

Mieliśmy wczoraj Walentynki... W tym krótkim wstępie w postaci zdania nie chodziło mi o to, żeby zapowiedzieć rozważanie kwestii: świętować czy nie; lub czy to dobrze, że takie święta przechodzą z jednej kultury do drugiej, ponieważ nawet jeżeli będziemy największymi przeciwnikami takich zjawisk one i tak nas nie ominą. Spoglądając w tym jakże gorącym czasie na witryny w sklepach, widzimy że są one przepełnione różnego rodzaju gadżetami, prezentami czy mniejszymi upominkami, przeznaczonymi na to święto. Nie powiem, mnie to nie przeszkadza, a czasem nawet podoba... jednak tak na prawdę poziom kiczu sięga czasem zenitu. ;)


Ale do czego zmierzam... grzebiąc wczoraj w szafce z herbatami, znalazłem upominek, który otrzymałem jakiś czas temu: pocztówka, w środku której jest hermetycznie zapakowana herbatka owocowa (z tego co wyczytałem - na bazie rooibosa). Myślałem długo i przyznam szczerze, że nie przypominam sobie, żebym spotkał się z takim czymś w Polsce... a szkoda, bo w sumie taki gadżet mógłby być fajną walentynką dla osoby, którą chcemy w ten dzień jakimś upominkiem obdarować. I z pewnością byłaby lepszym wyborem niż jakieś plastikowe serduszko...



Jak już wspomniałem, na opakowaniu zostało napisane, że jest to herbatka owocowa, w składzie której znajdziemy oprócz jabłka, ananasa, papai, cytryny także zioło rooibosa. Całość zwieńcza oczywiście dość silny aromat, który na szczęście nie zabija zapachu i smaku samego rooibosa. Dodatkowo - nie ma tam hibiskusa! W smaku, jak przystało na aromatyzowaną mieszankę owocowo-ziołową jest słodko (akurat na Walentynki), owocowo i rooibosowo... :)

26.08.2015

Rooibos Africana

Rooibos, czyli znane (i przeze mnie bardzo lubiane) zioło pochodzące z Afryki. Najczęściej spotykamy go w postaci klasycznej, czyli fermentowanej. Jeżeli chodzi o jego wersję zieloną, to także jest znana, ale nie aż tak. Dzisiejsza herbatka, to połączenie tego klasycznego, z zieloną, niefermentowaną wersją. Oprócz podstawy, znajdziemy także dodatki, którymi są: trawa cytrynowa, skórka pomarańczy, i kardamon. Wszystko uzupełnione jest wyciągiem z pomarańczy i grapefruita.


Cała mieszanka pachnie wyjątkowo, bardzo owocowo-cytrusowo. Aromat jest bardzo silny, jednak nie gryzący, a przyjemny i wydaje się być orzeźwiającym. Z tego co wiem, to właśnie on zdecydował, że kiedy moi znajomi poczuli go, niespiesznie zdecydowali się na zakup tej herbatki.


Herbatkę zaparzam zwykle dwukrotnie, wrzątkiem, w papierowych filtrach. Pierwsze parzenie trwa 3 minuty, kolejne około sześciu. Napar jest jaśniejszy w porównaniu z tym, który znam z wersji klasycznego rooibosa, i wydaje się jakby "lżejszy". Kolejny napar jest delikatniejszy, jednak równie orzeźwiający i cytrusowy.


W smaku, obok cytrusów, wyczuwam nie do końca znany mi smak, i podejrzewam, że nadaje go kardamon, jednak nie jest on dominującym. Ogólnie uważam, że jest to pozycja i na lato i na chłodniejsze, niestety nieubłaganie nadchodzące wieczory, aby móc przenieść się pamięcią w ciepłe (czasem upalne) dni, które zasponsorowały nam tegoroczne wakacje.

7.04.2015

Rooibos: "Creme Brulee" i "Samuraj"

Ostatnio pisałem troszkę o dodatku jogurtu do zielonej herbaty, a dzisiaj składnik ten pojawi się w jednym z suszu czerwonokrzewu afrykańskiego. Muszę przyznać (nie wiem dlaczego, ale bardzo ciekawi mnie jego dodatek), a w połączeniu z rooibosem, którego uwielbiam, powinien to być totalny odlot ;) 

Rooibos Creme Brulee to ten, o którym wspominałem wyżej. Listki czerwonokrzewu zostały wzbogacone nie tylko jogurtem, ale także jagodami, płatkami bławatka oraz aromatem waniliowo-kremowym. Muszę przyznać, że ten kolorystyczny kontrast bardzo cieszy moje oko - czerwień z niebieskim, niczym dwa żywioły: ogień i woda. Parzenie standardowe: jednokrotne, wrzątkiem, 2,5 grama na 150 mililitrów, oraz 5 minut.

Smak naparu jest bardzo przyjemny - kremowy, z lekką nutą jagód. Co najważniejsze aromat samego rooibosa nie jest zagłuszony przez dodatki, a mogę nawet stwierdzić, że został jakby podkreślony i uzupełniony.



Rooibos Samuraj to drugi, nad którym się rozpływam. Jego nazwa jest już bardziej tajemnicza - poprzednia nasuwała jakąś myśl, która mogła stanowić odnośnik do oferowanego smaku. W tym przypadku, obok igiełek czerwonokrzewu, znajdziemy imbir, cynamon, czerwony pieprz, oraz olejek z prażonych migdałów. Całość dopełniają jeszcze maleńkie kwiaty wrzosu, które na tle całości wyglądają przepięknie - z daleka niczym malutkie perełki. Zawsze mam dylemat, czy płatki kwiatów zmieniają w jakikolwiek sposób smak, gdyż raczej ich nie czuję, ale biorąc pod uwagę wartości estetyczne, to muszę przyznać, że są wspaniałe. Parzenie identyczne jak opisane wyżej.


Po zaparzeniu aromat jest bardzo silny - zapach mocno cynamonowy rozchodzi się po całym pokoju z prędkością światła. Smak naparu jest całkiem inny, w porównaniu z zapachem suszu, ponieważ smakuje bardzo słodko, rzeczywiście migdałowo i lekko ciasteczkowo. Cynamon również jest wyczuwalny, czego nie można już powiedzieć o imbirze. Za żadne skarby nie ma nuty jego ostrości. Odrobinę chłodniejszy napar, przypomina mi nuty śmietankowego budyniu.

Obie mieszanki są godne uwagi. Każda z nich oferuje coś innego, jednak Creme Brulee jest dla mnie numerem jeden.

15.03.2015

Rooibos jagodowy

Chociaż ostatnimi czasy bardzo rzadko sięgam po herbaty aromatyzowane, to dalej mam słabość do rooibosa z dodatkami. Również dzisiaj, w ten niedzielny, dość ciepły wieczór postanowiłem właśnie taki sobie zaparzyć. Tym razem jest to rooibos jagodowy. 


Parzenie - klasycznie w papierowym filtrze, ze względu na drobne igiełki rooibosa. Parametry również takie, jakie stosuję w jego przypadku: około 600 mililitrów białego wrzątku, 12 gram suszu, oraz 5 minut. 


Skład tej mieszanki jest dla mnie zaskoczeniem, gdyż w całej mojej paczuszce, wcale nie dominował rooibos, a dodatki. Często, gdy piłem ten napar, czerwonokrzewu było tak mało, że smakował bardziej jak herbatka owocowa. Obok rooibosa, możemy znaleźć jagody, czarny bez, cząstki jabłka, płatki słonecznika oraz róży. Całość jest śliczna, kolorowa, i bardzo przyjemna dla oka. 


W smaku (teraz, gdy listków rooibosa jest zdecydowanie więcej) napar jest całkiem przyjemny, ponieważ słodki smak czerwonokrzewu został przełamany kwaśnym hibiskusem, który nie został ujęty przez sprzedawcę w składzie, a ewidentnie jest widoczny w suszu, kolorze naparu a przede wszystkim w smaku. Posmak miodu z kwaśnością, która rzeczywiście przypomina smak leśnych jagód, jest czymś miłym dla podniebienia. 


Pomimo, że staram się unikać hibiskusa, ponieważ go nie lubię, to smak całości mnie nie odrzuca. Być może dlatego, że uwielbiam wszystko co jagodowe (a także truskawkowe). 

7.12.2014

Pu-erh kolory lata

W ten brzydki okres późnej jesieni, kiedy za oknem jest zimno, a śniegu jeszcze nie ma, o lecie można jedynie pomarzyć. Z pewnością pomaga ku temu fajna, aromatyzowana herbata pu-erh o ciepłej nazwie Kolory lata.


Jeszcze niedawno, kiedy za tą herbatą nie przepadałem, nie piłem jej wcale, potem przekonałem się do ich wersji aromatyzowanych. Teraz już uwielbiam delektować się smakiem i kolorem tych klasycznych. Jednak nie o tym dzisiaj, chociaż chcę zaznaczyć, że pomimo niechęci do tej herbaty, to na prawdę można się w niej zakochać. 

Wracając do mieszanki Kolory lata, to można w niej znaleźć na prawdę wiele dodatków. Oprócz herbaty pu-erh z Yunnanu oraz aromatu, spotkać możemy tam rooibosa, jabłuszko, pomarańczę, miętę, oraz kuleczki herbaty - z pewnością jest to Jasmine Dragon Phoenix Pearls. Oprócz tego widoczne są płatki róży, słonecznika oraz trawa cytrynowa. 


Listki pachną przyjemnie. Bardzo przypominają mi zapach i smak pewnej mandarynkowej oranżady.
Herbatę zaparzałem białym wrzątkiem. Pierwsze parzenie trwało 3 minuty i 30 sekund. Kolejne wydłużam do 7 minut. 



W smaku, herbata jest delikatna, przyjemna. Za sprawą mięty, lekko orzeźwiająca. Z pewnością za sprawą licznych dodatków, smak tzw. "błotka" nie jest wyczuwalny. Mogę ją polecić osobom, które boją się smaku klasycznego pu-erha, lub chcą odskoczyć od innych gatunków herbat aromatyzowanych. 


25.10.2014

Rooibos Imperial (Rooibos wielkanocny)


W świecie gorących naparów, obok tych przygotowanych z Camelii, można wyróżnić te, przygotowane z Czerwonokrzweu afrykańskiego (Aspalathus Linearis), znanego również pod inną nazwą - Rooibos.

Redbush jest bardzo ciekawym ziołem. W jego smaku, absolutnie nie jest wyczuwalna nuta goryczy, nie posiada kofeiny, więc jest idealnym napojem na późne wieczory, ponieważ nie pobudzi nas tak, jak herbata. Listki rooibosa są czerwone, a kształtem przypominają mi igiełki modrzewia.

Mój rooibos, o nazwie Imperial, wzbogacony został w kawałeczki kandyzowanego ananasa, płatki malwy oraz słonecznika.


Do zaparzenia rooibosa, użyłem papierowych filtrów do herbaty, co uważam w tym przypadku za najlepsze rozwiązanie, ponieważ jego listki są bardzo drobne, i przedostają się przez zwykłe sitko do naparu. Poza tym, są one bardzo wygodne. 

Czerwonokrzew parzę wrzątkiem, około 5 minut. Napar wychodzi klarowny, ciemnoczerwony. W smaku jest bardzo delikatny, słodki, z wyraźną nutą miodu. Nie czuję tam zbytnio dodatków, o których pisałem wcześniej. Z pewnością pełnią one funkcję estetyczną, aby urozmaicić wizualnie wygląd całości. Jednak smak nie jest tak klasyczny, jak przy rooibosie naturalnym. Za pewne jest to spowodowane dodatkiem aromatu. Jednak całość jest tak smaczna, że zachęca do częstego zaparzania i spożywania.


Na zakończenie, muszę podkreślić jeszcze, że rooibos jest bardzo zdrowym ziołem. Pomaga w wielu dolegliwościach, m.in. obniża ciśnienie tętnicze, łagodzi rany. Znajduje się w nim wiele przeciwutleniaczy, bardzo dobrze nawadnia organizm. Można by wymieniać te właściwości bez końca, więc zagłebienie lektury na temat tego zioła, jest bardzo wskazane dla osób zainteresowanych w tym temacie.