12.04.2015

Słodkie jabłka

Nieformalną serię herbat i herbatek aromatyzowanych (której tak naprawdę nie planowałem) kończy mieszanka, którą kupiłem z wielu względów, ale najważniejszym jest ten, że bardzo chciałem spróbować naparu, w którym mógłbym znaleźć białego hibiskusa. 

Ta owocowa herbatka, Słodkie jabłka, jak sama nazwa wskazuje, jest oparta na mieszance jabłek, które są pod dwoma postaciami: suszonego miąższu, oraz kawałków, które wraz ze skórką zostały podpieczone. Poza tym znajdziemy w niej wcześniej wspomniany, biały hibiskus, kandyzowany ananas oraz listki jeżyny. Poza tym widoczne są płatki róż. Zapach suszu jest niesamowicie słodki. Jabłka dominują nad każdym innym składnikiem. 


Parzenie 3g na każde 150 mililitrów wrzątku, oraz 5 minut. Wykorzystałem do tego moich papierowych filtrów, gdyż listki są dość drobne, i przez inne siteczka czy zaparzacze, swobodnie przepływają do gotowego naparu. Kolor herbatki przypomina mi do złudzenia delikatny napar białej, czy szlachetnej zielonej herbaty. Jednak jej smak już nie (w sumie to nawet nie ma szans ;)). Jest bardzo słodki, jabłkowy, więc jej nazwa została dobrana idealnie. Jednak słodycz nie jest tu jedyną. Razem z nią wyczuwam paletę smaków (oprócz słonego i umami ;)). W przodzie języka: słodkie jabłko, w tyle delikatna goryczka przypieczonej skórki, po bokach delikatna kwaskowość hibiskusa. Naprawdę smaczne i niesamowite odczucie. 


Mieszankę Słodkie jabłka uznaję za bardzo udaną. Co prawda nie jestem zwolennikiem herbatek owocowych, ale taką mógłbym pić częściej, niż pozostałe. A po zaparzeniu naparu, smak owoców: jabłek oraz ananasa, jest niesamowity ;)

7.04.2015

Rooibos: "Creme Brulee" i "Samuraj"

Ostatnio pisałem troszkę o dodatku jogurtu do zielonej herbaty, a dzisiaj składnik ten pojawi się w jednym z suszu czerwonokrzewu afrykańskiego. Muszę przyznać (nie wiem dlaczego, ale bardzo ciekawi mnie jego dodatek), a w połączeniu z rooibosem, którego uwielbiam, powinien to być totalny odlot ;) 

Rooibos Creme Brulee to ten, o którym wspominałem wyżej. Listki czerwonokrzewu zostały wzbogacone nie tylko jogurtem, ale także jagodami, płatkami bławatka oraz aromatem waniliowo-kremowym. Muszę przyznać, że ten kolorystyczny kontrast bardzo cieszy moje oko - czerwień z niebieskim, niczym dwa żywioły: ogień i woda. Parzenie standardowe: jednokrotne, wrzątkiem, 2,5 grama na 150 mililitrów, oraz 5 minut.

Smak naparu jest bardzo przyjemny - kremowy, z lekką nutą jagód. Co najważniejsze aromat samego rooibosa nie jest zagłuszony przez dodatki, a mogę nawet stwierdzić, że został jakby podkreślony i uzupełniony.



Rooibos Samuraj to drugi, nad którym się rozpływam. Jego nazwa jest już bardziej tajemnicza - poprzednia nasuwała jakąś myśl, która mogła stanowić odnośnik do oferowanego smaku. W tym przypadku, obok igiełek czerwonokrzewu, znajdziemy imbir, cynamon, czerwony pieprz, oraz olejek z prażonych migdałów. Całość dopełniają jeszcze maleńkie kwiaty wrzosu, które na tle całości wyglądają przepięknie - z daleka niczym malutkie perełki. Zawsze mam dylemat, czy płatki kwiatów zmieniają w jakikolwiek sposób smak, gdyż raczej ich nie czuję, ale biorąc pod uwagę wartości estetyczne, to muszę przyznać, że są wspaniałe. Parzenie identyczne jak opisane wyżej.


Po zaparzeniu aromat jest bardzo silny - zapach mocno cynamonowy rozchodzi się po całym pokoju z prędkością światła. Smak naparu jest całkiem inny, w porównaniu z zapachem suszu, ponieważ smakuje bardzo słodko, rzeczywiście migdałowo i lekko ciasteczkowo. Cynamon również jest wyczuwalny, czego nie można już powiedzieć o imbirze. Za żadne skarby nie ma nuty jego ostrości. Odrobinę chłodniejszy napar, przypomina mi nuty śmietankowego budyniu.

Obie mieszanki są godne uwagi. Każda z nich oferuje coś innego, jednak Creme Brulee jest dla mnie numerem jeden.

6.04.2015

"Zabaione" i "Sencha Wielkanocna"

Dzisiaj, w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, chciałem napisać kilka słów o dwóch herbatach aromatyzowanych, skomponowanych właśnie na ten okres. 

Pierwsza herbata - "Zabaione" to przykład chińskiej, aromatyzowanej herbaty czarnej, z dodatkiem kandyzowanego ananasa, płatków róży, bławatka oraz słonecznika. Całość została urozmaicona aromatem ajerkoniakowym. 

Parzenie wrzątkiem trwało 5 minut. Użyłem 2,5g herbaty na każde 150 mililitrów wody. Listki pachniały bardzo słodko, Całość rzeczywiście przypominała advocaat. Zapach gotowego naparu, to coś słodkiego, jednak trudnego do określenia. Być może tak właśnie smakuje zabaione? Delikatna goryczka dodawała jej charakteru.


Drugą jest chińska, aromatyzowana zielona "Sencha Wielkanocna". Jest to herbata z dodatkiem kandyzowanych owoców papai i ananasa, płatkami malwy i słonecznika, a także cząstkami jogurtu. To ostatnie nie lada mnie zdziwiło. 


Parzenie trwało 3 minuty, wodą o temperaturze 80 st. C (również 2,5g herbaty na 150ml). Najbardziej zastanawiał mnie ostatni z wymienionych dodatków. Jednak najciekawsze jest to, że podczas parzenia, w szklanym dzbanku, w postaci małych grudek, był widoczny jogurt. W smaku była wyczuwalna lekka goryczka. Poza tym herbata stricte wielkanocna - słodka, owocowo-kwiatowa, bardzo przyjemna. 


Pomimo że herbaty aromatyzowane stanowią mniejszość tych, na które aktualnie się decyduję, to uważam, że zakup ich na Wielkanoc był dobrą decyzją. A pod TYM linkiem, zostawiam jeszcze dawny opis Rooibosa Wielkanocnego, z tej samej serii.