2.11.2014

China Green Rose Congou

Długo zastanawiałem się, jaką herbatę chciałbym opisać w kolejnym poście. Kilka dni temu, postanowiłem napisać kilka słów o pewnej herbacie klasycznej... jednak los płata mi czasem małe figle, i tak oto... powstał kolejny post o herbacie zielonej, aromatyzowanej. 

To, jak trafiła ona do mnie, uważam za totalny przypadek. Przeglądając stronę, na której sprzedawane są herbaty, natknąłem się na dość sporą promocję. Długo się nie zastanawiając, kupiłem herbatę China Green Rose Congou. Oprócz tej, dokupiłem taką samą, w wersji Lychee. Wcześniej oglądałem ją już. Jednak nie zachęciła mnie ona w takim stopniu, aby kupić jej chociaż 50 gram. Po fotografii samego suszu, wydawała mi się dość mocna (nie wiem dlaczego, również gorzka). I uważam to za ogromny błąd, że tak długi okres z tym zwlekałem, ponieważ okazało się zupełnie... przeciwnie. 


Na zdjęciu powyżej, widoczny jest susz herbaciany. Pachnie bardzo przyjemnie. Przypomina mi dzieciństwo, kiedy rozpoczynał się okres jesieni, i w naszym ogrodzie nadchodził czas przygotowania róż do spoczynku zimowego. Wtedy zabierałem jeszcze kwitnące kwiaty, czy pączki do domu. I to one pachniały dokładnie tak, jak pachnie ta herbata. Zapach nie jest nachalny, pomimo, że mogę go określić jako bardzo zdecydowany, mocny. Listki uzupełnione drobnymi płatkami róż, które przy zaparzaniu wyglądają, jakby zostały dopiero co oderwane z całości kwiatu. 

Herbatę tę, parzę zwykle dwukrotnie, wodą o temperaturze 70 stopni C. Pierwsze parzenie trwa 2 minuty, kolejne - o minutę dłużej. 


W smaku, równie jak w zapachu, herbatka jest bardzo przyjemna. Wyczuwam w niej bardzo delikatną gorycz, która jest bardzo fajna, a nie spowodowana zbyt długim parzeniem, czy zbyt wysoką temperaturą. Pomimo swojej delikatności, przełamanej delikatną nutką goryczy, herbatę określił bym jednak jako bardziej intensywną w smaku. Jeżeli ktoś zapytał by mnie, czy polecam tę herbatę, lub czy powrócił bym kiedyś do niej, to odpowiedź, bez większego zastanowienia, była by twierdząca. 

A teraz chciałbym napisać jeszcze kilka słów, nie związanych do końca z herbatą. Przeglądając witrynę z pamiątkami, znalazłem tam rzecz, przywiezioną dawno temu z Tunezji, która jest idealnie dopasowana do tej herbaty. Jest nią mineralna róża pustyni... 


Zauważyłem, iż post ten zawiera w sobie ogromną ilość wspomnień, do których mam ogromny sentyment... cieszę się, że mogę napisać o nich kilka słów tutaj, aby móc wspominać je częściej, niż dotychczas. 

25.10.2014

Rooibos Imperial (Rooibos wielkanocny)


W świecie gorących naparów, obok tych przygotowanych z Camelii, można wyróżnić te, przygotowane z Czerwonokrzweu afrykańskiego (Aspalathus Linearis), znanego również pod inną nazwą - Rooibos.

Redbush jest bardzo ciekawym ziołem. W jego smaku, absolutnie nie jest wyczuwalna nuta goryczy, nie posiada kofeiny, więc jest idealnym napojem na późne wieczory, ponieważ nie pobudzi nas tak, jak herbata. Listki rooibosa są czerwone, a kształtem przypominają mi igiełki modrzewia.

Mój rooibos, o nazwie Imperial, wzbogacony został w kawałeczki kandyzowanego ananasa, płatki malwy oraz słonecznika.


Do zaparzenia rooibosa, użyłem papierowych filtrów do herbaty, co uważam w tym przypadku za najlepsze rozwiązanie, ponieważ jego listki są bardzo drobne, i przedostają się przez zwykłe sitko do naparu. Poza tym, są one bardzo wygodne. 

Czerwonokrzew parzę wrzątkiem, około 5 minut. Napar wychodzi klarowny, ciemnoczerwony. W smaku jest bardzo delikatny, słodki, z wyraźną nutą miodu. Nie czuję tam zbytnio dodatków, o których pisałem wcześniej. Z pewnością pełnią one funkcję estetyczną, aby urozmaicić wizualnie wygląd całości. Jednak smak nie jest tak klasyczny, jak przy rooibosie naturalnym. Za pewne jest to spowodowane dodatkiem aromatu. Jednak całość jest tak smaczna, że zachęca do częstego zaparzania i spożywania.


Na zakończenie, muszę podkreślić jeszcze, że rooibos jest bardzo zdrowym ziołem. Pomaga w wielu dolegliwościach, m.in. obniża ciśnienie tętnicze, łagodzi rany. Znajduje się w nim wiele przeciwutleniaczy, bardzo dobrze nawadnia organizm. Można by wymieniać te właściwości bez końca, więc zagłebienie lektury na temat tego zioła, jest bardzo wskazane dla osób zainteresowanych w tym temacie. 

23.10.2014

Earl Grey Róża & Cytryna

Earl Grey... tę aromatyzowaną, czarną herbatę zna chyba każdy. Można by o niej powiedzieć, że jest dość pospolita czy nudna. Jednak nic bardziej mylnego. Dlaczego? -ponieważ według mnie, nigdy się nie nudzi. Smak pomimo swojej klasyki, jest zawsze interesujący. Earl Grey może zawierać w sobie różne dodatki, oprócz podstawowego aromatu bergamoty. Wtedy takie mieszanki mają swoje nazwy, na przykład: Lady Grey Tea. Jednak mieszanką, której poświęcony jest ten post, to Earl Grey z płatkami róży i trawą cytrynową.


Listki pachną pięknie, klasycznie, jak każdy Earl Grey. Smak również jest bardzo popularny, przełamany delikatną nutą róży oraz trawy cytrynowej. Zwykle nie odpowiada mi smak trawy, jednak tutaj jest jej niewiele, i świetnie pasuje do bergamotki. Napar nie wyszedł mocny, co jest dla mnie ogromnym plusem. W smaku słodki i dość delikatny. 


Herbatka niestety już mi się skończyła, jednak z przyjemnością sięgnę po herbatę Earl Grey z innymi dodatkami. Być może jej smak będzie jeszcze bardziej ciekawy?