Mamy jeszcze jesień, dlatego w dzisiejszym poście chciałbym skupić uwagę na tajwańskim oolongu, lekkiego stopnia oksydacji. Jin Xuan Lugu, jak podaje sprzedawca, jest herbatą młodą, ponieważ produkuje się ją dopiero od 1981 roku.
Parzenie klasycznie - w czajniczku a'la Yixing, o pojemności około 150 mililitrów. Woda o temperaturze 90 stopni, oraz ostatnie jakie miałem 5g herbaty. Parzenia trwały kolejno: I) 1min.; II) 20sek.; III) 50sek.; IV) 1min, 30sek.; V) 2min 40sek.; VI) 5min.
Parzenie klasycznie - w czajniczku a'la Yixing, o pojemności około 150 mililitrów. Woda o temperaturze 90 stopni, oraz ostatnie jakie miałem 5g herbaty. Parzenia trwały kolejno: I) 1min.; II) 20sek.; III) 50sek.; IV) 1min, 30sek.; V) 2min 40sek.; VI) 5min.
Listki przed parzeniem odznaczały się silną nutą aromatycznych, wiosennych kwiatów. Po przesypaniu ich do ogrzanego czajniczka, aromat ewoluował, gdyż pojawiła się mleczna nuta. Jednak nie było to takie standardowe mleko... osobiście, skojarzyło mi się z mleczkiem kokosowym.
Po przelaniu naparu do szklanego morza herbaty, zawsze ukazywał mi się delikatnie żółty, słomkowy kolor. W przypadku niektórych parzeń, zauważalny był nawet lekko zielony odcień. Pierwsze parzenie dało napar o delikatnym aromacie: bardziej maślanym, niż kwiatowym. Smak także był delikatny. Oprócz aksamitności i lekkiego maślanego posmaku, nie wyróżniał się w sumie niczym szczególnym. Kwiaty gdzieś się ulotniły, i miałem tylko nadzieję, że totalnie nie zwiędły, a że wkrótce znów się pojawią.
Aromat kolejnego parzenia był bardziej intensywny. Wcześniej nieśmiałe kwiaty, zaczęły się w końcu ujawniać. Smak był bardziej kwiatowy (szczególnie po chwili). Następne parzenia były w miarę podobne do drugiego. Trzecie parzenie, pomimo podobieństwa, było dość szorstkie na wstępie, jednak po chwili aktywował się znów maślany posmak. Napar zaczął być coraz słabszy od czwartego parzenia, jednak był na tyle smaczny, że herbatę można było namówić nawet na szóste parzenie.
Na sam koniec jeszcze chciałem napisać kilka słów na temat roślin i kwiatów, ponieważ odgrywają one w moim życiu ważną rolę. Nawet kiedy byłem małym dzieckiem, wszyscy twierdzili, że chyba zostanę w przyszłości ogrodnikiem... ;) Jak na razie się niestety na to nie zanosi (a szkoda...). Krążyło nawet powiedzenie (powtarzane mi do dzisiaj), że kiedy "Łukasz wsadzi do ziemi suchy patyk, to nawet on zakwitnie". Dlatego postanowiłem, aby przy parzeniu (oprócz sikających Chińczyków) towarzyszyła mi kwitnącą szlumbergera, ponieważ uważam, że jeżeli jakiś kwiat kwitnie i daje nam z tego powodu radość, to w szczególności trzeba z tego korzystać... nawet w taki sposób.
Na sam koniec jeszcze chciałem napisać kilka słów na temat roślin i kwiatów, ponieważ odgrywają one w moim życiu ważną rolę. Nawet kiedy byłem małym dzieckiem, wszyscy twierdzili, że chyba zostanę w przyszłości ogrodnikiem... ;) Jak na razie się niestety na to nie zanosi (a szkoda...). Krążyło nawet powiedzenie (powtarzane mi do dzisiaj), że kiedy "Łukasz wsadzi do ziemi suchy patyk, to nawet on zakwitnie". Dlatego postanowiłem, aby przy parzeniu (oprócz sikających Chińczyków) towarzyszyła mi kwitnącą szlumbergera, ponieważ uważam, że jeżeli jakiś kwiat kwitnie i daje nam z tego powodu radość, to w szczególności trzeba z tego korzystać... nawet w taki sposób.
