Jakiś czas temu (a było to dosyć dawno), robiąc zakupy w jakże popularnym supermarkecie Biedronka, natrafiłem na promocję/wyprzedaż herbat La Speciale. Jako że czytałem o niektórych z nich na blogach, a były to naprawdę dobre opinie, postanowiłem kupić, wypróbować i oczywiście opisać, tym bardziej że 4,99 za 100g herbaty w tekturowej puszce kusi do wypróbowania. Każda z nich zawiera dwie celofanowe paczuszki, w których herbatę mamy podzieloną na równe porcje.
Grafika na wspomnianych puszkach jest przyjemna dla oka. Z tego co widziałem w Internetach, moje nieznacznie różnią się od tych, które były sprzedawane jeszcze wcześniej. Najbardziej podoba mi się rysunek na opakowaniu, przedstawiający filiżankę z naparem herbacianym na tle wzorku z określonymi odcieniami. Nie jest to przesadzone, a miłe...
Dzisiaj chciałbym skupić się na dwóch herbatach klasycznych: Mgła nad Yunnan (zielona) a także Kenia o świcie (w nomenklaturze europejskiej - herbata czarna). Jak widzimy, ich nazwy to połączenie elementu natury z określonym miejscem, co brzmi ciekawie, zachęcająco a przede wszystkim obiecująco.
Chciałem zaznaczyć, że w obu przypadkach liście (biorąc pod uwagę różne czynniki) wyglądają naprawdę świetnie. Czy to w przypadku zielonej, gdzie mamy do czynienia z liśćmi, wśród których znajdziemy także te młodsze oraz pączki, czy w czarnej, gdzie susz jest drobniejszy (fakt - jest to herbata broken) jednak ciekawie wyglądają złote przebsłyski wśród ciemnych, czarnych liści. Najlepiej widać to na fotografii:
Zacznę oczywiście od tej, którą piję częściej - zielonej
Mgły nad Yunnan. Informacja na opakowaniu podaje, że jest to zielona herbata liściasta
Orange Pekoe (OP). Również w rubryce "składniki" nie znajdziemy nic więcej, poza informacją, że pochodzi ona z Chin. Odnośnie do parzenia, podana została instrukcja, aby do filiżanki (200ml) wsypać 1 łyżeczkę suszu i zalać gorącą, ale nie wrzącą wodą. Parzenie powinno trwać 3-5 min. Z samymi parametrami warto eksperymentować, ponieważ uważam że można z niej wyciągnąć naprawdę coś lepszego. W związku z tym, że dzisiaj tę pozycję testuję, liście zaparzę zgodnie z zaleceniami, wykorzystując wodę o temperaturze ~85 stopni.
 |
Napar pierwszego parzenia. |
Kolor naparu różni się od tego co widzimy na załączonym obrazku, jednak wydaje mi się, że jest bardziej zachęcający: jaśniejszy, żółty. Aromat tej herbaty jest silnie roślinny, trawiasty. Natomiast smak jest wielkim zaskoczeniem. Połączenie delikatności, z roślinną nutą oraz bardzo słabą, wyczuwalną minimalnie nutą wędzenia (jest naprawdę znikoma). Przyjemna słodycz daje o sobie pamiętać już przy pierwszym kontakcie. Jest to dobrej jakości, zielony Yunnan - a tego reklamować nie trzeba. Jako herbata codzienna do zaspakajania pragnienia sprawdzi się wprost idealnie. Z racji wyglądu liści, że nie są jeszcze w pełni rozwinięte, postanowiłem zaparzyć ją jeszcze raz, zwiększając czas do podanego przez producenta maksimum. I tym razem nie ma goryczki, jednak samo wędzenie jakby wzrosło, a słodycz proporcjonalnie zmalała. Jednak dalej uważam, że jest ona po prostu dobra.
 |
Drugie parzenie. |
Druga, czarna herbata pochodzi oczywiście z Kenii. Tym razem mamy do czynienia z liściem
Golden Flowery Broken Orange Pekoe. Parametry parzenia są podobne do wcześniejszych, z tą różnicą, że tutaj wykorzystujemy wrzątek i parzymy po prostu 5 minut. Jakiś czas temu, na Facebooku pisałem o tym, że w telewizji był emitowany film
Na szlaku herbaty. Właśnie wtedy zaparzyłem sobie jej cały czajnik... Nie uwierzycie, jak herbata ta ewoluowała z każdą minutą filmu... Każda informacja, czasem wstrząsająca, pokazywała mi tę herbatę w całkiem innym świetle (jako pozycję właśnie z Afryki). I chyba wtedy doceniłem ją najbardziej... Popatrzyłem na nią poprzez trud, nagminne wykorzystywanie ludzi, oraz łamanie prawa do godnego życia. Stała się wtedy czymś więcej, niż codzienną, zwykłą, czarną herbatą.
Po zaparzeniu (zgodnie z zaleceniami producenta) otrzymujemy napar koloru z pogranicza czerwieni wpadającej w bordo. Aromat naparu wydaje się czekoladowy, z jakimiś owocowymi nutami. Smak, po 5 minutach parzenia też jest pozytywnym zaskoczeniem, ponieważ napar się nie przeparzył. Nie cechuje się silną goryczą i jest umiarkowanie delikatny. Po chwili czuję z tyłu podniebienia kakaowo-czekoladową nutę. Napar pozostawia dość przyjemny posmak w ustach.
Na zakończenie chciałem podkreślić, że cena nie jest adekwatna do jakości, w dobrym tego słowa znaczeniu, co jest w sumie największym zaskoczeniem. Nie mamy tutaj byle jakiego towaru, zapakowanego w ładne pudełko, które ma zachęcić do kupienia. Jednak po filmie, o którym już wspomniałem, nachodzą mnie różne refleksje (w powiązaniu z ceną towaru), jednak nie będę już tego rozwijał... tym razem był to tylko opis naprawdę dobrych herbat z supermarketu.
P.S. Z tego co zauważyłem, herbata
Kenia o świcie była dostępna jakiś czas temu w Biedronce tym razem pod marką
Green Hills. To samo tyczy się
Truskawkowego wzgórza, o którym wkrótce... Także powiedzmy, że
c.d.n.
Edit: (Yunnan Green Superior od Five o'clock)
W swoim barku z herbatami znalazłem jeszcze próbkę herbaty "Yunnan Green Superior" marki Five o'clock. Same listki herbaty są do siebie naprawdę podobne. W związku z tym chciałem zrobić małe porównanie tego zielonego Yunnana, z tamtym zielonym Yunnanem.
Próbując przypomnieć sobie zapach tamtej herbaty, jednak z tego co zauważyłem nawet opis mi nie pomoże. Pamiętam, że smak był wielce zadowalający, jeżeli mówimy o herbatach z marketu. W przypadku tej pozycji, zapach jest naprawdę wyborny: delikatna kwiatowa i roślinna nuta. Nie jest ona ani wędzona, ani pieczona. Pamiętam że w dzieciństwie zbierałem jakieś kwiaty (bardzo to lubiłem), które pachniały dokładnie identycznie. Ta herbata niesie za sobą miłe wspomnienia...
Parzenie natomiast wykonałem tym razem w stylu "europejskim". Suszu miałem około 10 gramów, więc całość zalałem 0,5l wody. Idąc za radą sklepu, temperatura miała 70 stopni C. Założyłem na wstępie, że wykonam 2 parzenia, które trwały kolejno: 3 minuty i 5 minut.
Oczywiste jest to, że herbata wyszła delikatniejsza, ponieważ użyłem chłodniejszej wody. Jednak sprawdza się stwierdzenie: sprzedawca wie co sprzedaje i jak traktować swój produkt. Dzięki temu napar wyszedł naprawdę pełny, z delikatną goryczką (taką, o jaką chodzi w herbatach zielonych z Yunnan). Zdecydowany smak, roślinno-kwiatowa nuta, umiarkowana moc dają naprawdę wspaniałe efekty.
Jest to herbata naprawdę ekonomiczna. Idealnie sprawdzi się jako herbata codzienna, gdyż smak, jakość liści, wygląd naparu są naprawdę na wysokim poziomie przy takiej cenie.